Każdego dnia – według oficjalnych danych policji – w polskich domach katowanych jest 130 dzieci. Za pobicia odpowiadają tylko nieliczni napastnicy.
Tak jak Mariusz V. z Kamiennej Góry, któremu wczoraj prokurator postawił zarzut śmiertelnego pobicia 3,5-letniego Bartka. Wyprowadzanego z komisariatu oprawcę przed rozwścieczoną grupą mieszkańców chroniło kilku funkcjonariuszy. Śmierć zakatowanego Bartka pokazała jednak nie tylko degenerację rodziny i obojętność sąsiadów. Ta zbrodnia obnażyła także słabość państwa.
Jak ustaliliśmy, w resorcie polityki społecznej od roku leży projekt monitoringu wszystkich dzieci w kraju. Lekarz czy policjant mogliby wpisać do systemu niepokojące dane o dziecku. Uruchomienie programu przerwałoby dramat katowanych dzieci. Jednak minister Jolanta Fedak monitoringu nie uruchomiła. Nie chce też odpowiedzieć, czemu zwleka.
Znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem – taki zarzut usłyszeli wczoraj Iwona K., matka zakatowanego w Kamiennej Górze 3,5-letniego Bartka, i jej konkubent. Mariuszowi V. prokuratura zarzuca także pobicie ze skutkiem śmiertelnym, a Iwonie K. nieudzielenie dziecku pomocy. Oboje nie przyznają się do winy.
Bartek trafił do szpitala w Kamiennej Górze w niedzielę rano. Przyniosła go matka i bez żadnych emocji położyła przed lekarzem. Dziecko nie żyło co najmniej od dwóch godzin. Lekarze próbowali je reanimować. Bez skutku. – To dziecko umarło w strasznych męczarniach. Było katowane przez kilka miesięcy. Niemal wszystkie narządy wewnętrzne były uszkodzone – mówi dr Józef Zygmunt, który przyjmował chłopca do szpitala. – Pracuję w zawodzie od prawie 40 lat i czegoś takiego nigdy nie widziałem.
Sąsiedzi Iwony K. i jej konkubenta nie są zaskoczeni tragedią. Mówią, że w mieszkaniu od kilku miesięcy dochodziło do awantur, słychać było też płacz bitego dziecka. Żaden z sąsiadów nie dzwonił jednak na policję, bo – jak twierdzą – wcześniejsze sygnały policja pozostawiła bez echa. Tymczasem matka Mariusza V. twierdzi, że sama kilka razy informowała policję i prokuraturę o agresywnym zachowaniu syna. Nie było żadnej reakcji. Policja zaprzecza.
Czy Bartek musiał umrzeć? Kto i gdzie popełnił błąd? Te pytania pojawiają się przy każdej tego typu tragedii. Mamy w Polsce przepisy, które mogłyby przynajmniej ograniczyć przemoc w rodzinach, ale nie wykorzystujemy ich. Trzy lata temu weszła w życie ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Nakłada ona na lekarzy, nauczycieli, policjantów oraz pracowników opieki społecznej obowiązek zawiadamiania prokuratury o podejrzeniach, że dziecku dzieje się krzywda. O tym, jak postępować z przypadkiem dziecka krzywdzonego, mówią też przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Mówią, ale prawie nikt się nimi nie przejmuje, bo np. ustawa o przeciwdziałaniu przemocy nie nakłada na nikogo żadnych sankcji w przypadku, gdy nie poinformują o swoich podejrzeniach.
Zapobiec tragediom mógłby centralny rejestr urazów dzieci. Jego projekt leży od blisko roku w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Stworzyła go Joanna Kluzik-Rostkowska. – Przykro to mówić, ale niestety wygląda to na specjalne działanie nowej ekipy rządzącej, która nie chce pokazywać naszych sukcesów – twierdzi Joanna Kluzik-Rostkowska. – Tyle że przez te polityczne rozgrywki cierpią dzieci, a państwo nie daje sobie rady z kontrolą tej chorej sytuacji.
Efekt: tydzień temu do szpitala w Szczecinie trafił półroczny chłopiec z poważnym urazem głowy. Dziecko miało spaść z wersalki, w czasie gdy opiekował się nim 24-letni ojciec. W wyjaśnienia rodziców nie wierzyli lekarze. Według nich obrażenia chłopca świadczyły o tym, że miał on w przeszłości obustronne złamania żeber oraz pęknięcia kości łokciowej i piszczelowej. Wcześniej żaden lekarz nie zwrócił na to uwagi.
Media wciąż donoszą o kolejnych ofiarach rodzicielskiej ręki. Chirurdzy dziecięcy rejestrują rocznie ok. 500 przypadków dzieci leczonych w szpitalu z powodów ciężkich obrażeń fizycznych spowodowanych przez rodziców. W kwietniu do Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu zgłosiła się kobieta z 7-miesięcznym dzieckiem, które miało ciężki uraz głowy. – Tłumaczyła, że raczkujące dziecko ściągnęło sobie na głowę telewizor – mówi dr Jacek Chodorski, chirurg. – Wydało się nam to dziwne. Powiadomiliśmy policję i nie pomyliliśmy się. Dziecko było ofiarą przemocy.
Dzieci, które trafiają do szpitala, to jedynie niewielki odsetek poszkodowanych. Większość rodziców nie zawraca sobie głowy pobitym malcem. Także duża część lekarzy nie informuje policji o pobitych dzieciach, bo nie wierzą w skuteczność swoich interwencji i nie chcą spędzać miesięcy w sądach.
Podobny problem mają pracownicy pomocy społecznej, którzy obawiają się dodatkowo zemsty swoich podopiecznych. – Jeśli okazuje się, że jedno dziecko w ciągu trzech miesięcy miało pięć i więcej urazów, to albo jest to wynik zaniedbań rodziców, albo w rodzinie jest przemoc. W obu wypadkach rodzinie trzeba pomóc – tłumaczy doktor Joanna Cielecka-Kuszyk, prezes Fundacji Medei, która stara się pomóc dziecku krzywdzonemu.
Jednak według specjalistów problem rozbija się głównie o brak współdziałania pomiędzy poszczególnymi służbami. Informacje o urazach nie trafiają do policji czy opiekunów społecznych, a lekarze nie wiedzą na przykład, czy ojciec poobijanego dziecka nie miał problemów z alkoholem, czy nie ma dozoru kuratora. Żeby to zmienić, opracowano system kontroli nad dzieckiem. – Kawałek informacji o dziecku ma lekarz rodzinny, kawałek policja, kawałek ośrodek pomocy społecznej, nauczycielka, ksiądz. Chodzi tylko o to, by je ze sobą połączyć i tym samym nie pozwolić, by coś umknęło – tłumaczy Kluzik-Rostkowska. – Według projektu dziecko kilka dni po urodzeniu dostaje PESEL i wskakuje do systemu. Jeśli trafi do lekarza z siniakami, lekarz może umieścić te informacje w systemie. Podobnie i nauczyciele. Pracownikowi socjalnemu wyskoczy ten wpis na ekranie i to już będzie pierwszy sygnał, że może dziać się coś złego. Taka rodzina powinna być pod kontrolą.
Podobny system działa już z powodzeniem na Zachodzie, np. w Anglii i USA.
31 tys. dzieci do 13 lat, wg danych policji, padło w ub.r. ofiarą przemocy domowej
70 proc. sprawców przemocy wobec dzieci to ich najbliżsi – głównie rodzice i dziadkowie
22 proc. rodziców badanych przez CBOS przyznaje, że czasem biją lub bili swoje dzieci
16 proc. Polaków uznaje, że źle traktowane dzieci mogą liczyć na pomoc lekarza
11 proc. badanych przez CBOS twierdzi, że policjanci pomagają krzywdzonemu dziecku
12 lat grozi rodzicom, którym udowodni się znęcanie i śmiertelne pobicie dziecka
Co zrobić, gdy podejrzewasz, że dziecko jest bite
Każdy z nas może pomóc maltretowanym i bitym dzieciom. Być może to my jesteśmy jedynymi osobami, które mogą ochronić je przed przemocą.
Jeśli wiesz, że bitemu dziecku nikt nie pomaga, lub nie wiesz, czy ktoś inny podjął próbę pomocy dziecku, możesz zawiadomić:
- przedszkole/szkołę, do której uczęszcza dziecko,
- ośrodek pomocy społecznej.
Jeśli wiesz, że szkoła i ośrodek pomocy społecznej wiedzą o sytuacji dziecka, a mimo to nie są podejmowane działania mające ochronić dziecko, zawiadom sąd rodzinny:
- możesz napisać list z opisem tej sytuacji. Ważne jest, aby w liście podać dane bitego dziecka i rodziny, aby sąd mógł podjąć interwencję. List powinien być skierowany do sądu rejonowego (wydział rodzinny i nieletnich) i nie musisz się w nim podpisywać, bo sąd ma obowiązek rozpatrzyć także anonim.
- Jeżeli jesteś pewien, że dziecko jest bite, zawiadom o przestępstwie, jeżeli nie masz tej pewności, możesz złożyć do sądu rodzinnego wniosek o wgląd w sytuację rodziny.
Sąd ma obowiązek zająć się tą sprawą z urzędu.
Jeśli masz wątpliwości lub chcesz z kimś porozmawiać o sytuacji dziecka, zadzwoń pod nr 022 826 80 72 lub napisz: Posted in Archiwa z Prasy Opola | No Comments »
May 20th, 2008
Wojewódzki radny PiS Jerzy Czerwiński wystąpił do wojewody opolskiego o unieważnienie uchwały Rady Miasta Prudnika w sprawie rekonstrukcji pomnika poległych żołnierzy niemieckich w Łące Prudnickiej. Co ciekawe, pomnik postawiony po I wojnie chcą odnowić mieszkańcy, którzy nie należą do mniejszości niemieckiej. To ich gest pod adresem byłych mieszkańców wioski. – Pomnik w proponowanym kształcie nie spełnia zaleceń określonych w uchwale Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Narodu Polskiego z 1995 roku – tłumaczy Czerwiński.
Wspomniana uchwała, która miała regulować wygląd niemieckich upamiętnień, od dawna jest na Opolszczyźnie przedmiotem kontrowersji. Czy i tym razem będzie podobnie? Czy spór o pomnik w Łące Prudnickiej może być początkiem kolejnej “wojny pomnikowej”? Czerwiński nie wyklucza, że wystąpi do wojewody Wilczyńskiego o to, by zajął się tymi pomnikami, które wciąż nie spełniają zaleceń Rady.
Dziś wojewoda spotka się z Norbertem Raschem, nowym liderem Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim. Czy będą rozmawiać o pomnikach? Nie wiadomo. – To wojewoda mnie zaprosił, nie znam celu spotkania. Prawdopodobnie będziemy mówili o przyszłej współpracy – mówi nam Rasch.
Nowy lider TSKN zapowiada jednak, że prędzej czy później sam wywoła drażliwy temat pomników. Już podczas swojego przedwyborczego wystąpienia na zjeździe w Głogówku mówił o tym, że mniejszościowi samorządowcy mają żal do liderów TSKN za to, że nie poparli ich w czasie kontroli pomników zarządzonej przez wojewodę Elżbietę Rutkowską z SLD. Przypomnijmy: kontrola ruszyła, gdy “Dziennik Zachodni” ujawnił, że na pomniku w Szczedrzyku w gminie Ozimek odkuto nazwę wsi z lat 40-tych – Hitlersee. Rutkowska nie negocjowała z politykami Towarzystwa, ale naciskała na wójtów i burmistrzów, by ci poprawili pomniki na swoim terenie zgodnie z zaleceniami Rady. Ówczesny lider TSKN Henryk Kroll protestował, twierdząc, że zalecenia Rady “nie są prawem”. Choć nie wszystkie kwestionowane pomniki zmieniono, kontrola się zakończyła i w sprawie upamiętnień zapanowała cisza. Rascha ta sytuacja wcalejednak nie cieszy.
– W naszym województwie taka cisza wiele złego zrobiła – mówi. – Nie powinniśmy czekać, aż znowu ktoś tę sprawę wyciągnie, tylko załatwić ją raz na zawsze. I musimy o tym z wojewodą porozmawiać, trudne sprawy trzeba załatwiać w sposób transparentny.
O co idzie spór? O inskrypcje na pomnikach żołnierzy niemieckich. ROPWiM ma tu cztery główne zalecenia. Pomnik ma mieć “chrześcijański charakter”, czyli mają z niego zniknąć symbole militarne, takie jak Żelazne Krzyże, miecze czy hełmy. O żołnierzach nie wolno pisać jako “poległych”, ale jako o “ofiarach” wojny. Nie wolno używać nazw miejscowości z czasów III Rzeszy. Ostatni warunek to polskojęzyczna tablica zawierająca tłumaczenie tablic niemieckich i rys historyczny monumentu.
Sprawa nie jest jednak taka prosta. Rada dopuszcza Żelazne Krzyże w przypadku pomników żołnierzy z czasów I wojny. I dlatego mogą zostać na przykład na pomniku w Bierawie. Żelazny Krzyż nie może się jednak pojawić w kontekście II wojny – a tak jest na przykład w Pietnej. Co ciekawe, wojewoda musiał mijać ten ostatni pomnik, jadąc na zjazd TSKN do Głogówka.
Radny Czerwiński twierdzi, że pomnik w Łące narusza część ustaleń Rady: będzie na nim Żelazny Krzyż i niemiecka inskrypcja “naszym dzielnym bohaterom”. Co na to Urząd Wojewódzki? – Już kilka lat temu wydaliśmy pozytywną opinię, bo to jest rekonstrukcja pomnika, który zbudowano po I wojnie – wyjaśnia Szymon Ogłaza, szef gabinetu wojewody.
Dębie: mniejszość poszła do sądu
O wyglądzie pomnika w Dębiu zadecydował Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu
Mieszkańcy Dębia w gminie Chrząstowice postanowili odnowić pomnik upamiętniający poległych w I wojnie w samym środku kontroli zarządzonej przez wojewodę Rutkowską. Nie dostali zgody na to, by na pomniku pojawiła się tablica przypominająca o ofiarach II wojny: negatywną opinię wydał i Urząd Wojewódzki, i Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Narodu Polskiego. Wtedy mniejszość niemiecka poprosiła o pomoc prof. Grzegorza Janusza, specjalistę od spraw mniejszości z Lublina. On doradził skorzystanie z normalnej procedury prawnej.
Było tak. Mniejszość z Dębia wystąpiła do starosty o pozwolenie budowlane. Starosta odmówił, powołując się na negatywne opinie Rady. Wtedy wnioskodawcy odwołali się od tej decyzji do wojewody. Wojewoda Rutkowska podtrzymała decyzję starosty. Wówczas mniejszość zaskarżyła ją do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który uchylił negatywne decyzje starosty i wojewody. Pomnik w Dębiu powstał mimo negatywnych opinii urzędów różnych szczebli.
Czy mniejszość częściej będzie korzystała z drogi sądowej? Do tego namawia polskich Niemców, Ukraińców czy Litwinów prof. Janusz. Podczas seminarium w Kamieniu Śląskim wprost mówił o tym, że przewrażliwieni (lub wręcz uprzedzeni) urzędnicy naciągają przepisy, %07by utrudniać mniejszościom korzystanie z ich praw. – W takiej sytuacji może pomóc jedynie decyzja niezawisłych sądów – mówi prof. Janusz.
Autor artykułu: Marek Świercz
Posted in Archiwa z Prasy Opola | No Comments »
May 19th, 2008
Memoriał Huberta Wagnera w Olsztynie od początku swego istnienia był dla Polaków jedynie elementem przygotowań do Ligi Światowej i kolejnych imprez reprezentacyjnego sezonu. W tym roku, po tym jak zyskał miano eliminacji do mistrzostw Europy, stał się jednak imprezą jak najbardziej oficjalną i serio, a także częścią drogi biało-czerwonych przez siatkarski czyścieć, do jakiego trafili po kompromitującej grze i dopiero 11. miejscu w ubiegłorocznym czempionacie Starego Kontynentu w Moskwie.
Polacy plan wykonali. Weekendowy turniej wygrali w cuglach, nie tracąc nawet seta. W piątek pokonali Czarnogórę, w sobotę Estonię, a w niedzielę, Węgrów. Za tydzień w Tallinie spotkają się z tymi samymi drużynami. Bez problemu powinni postawić kropkę nad i, awansować do Euro i wreszcie pozbyć się traumy po nieudanym występie w Rosji.
Trener Raul Lozano tuż przed rozpoczęciem memoriału musiał skreślić z kadry na tę imprezę aż trzech podstawowych zawodników – Pawła Zagumnego, Michała Winiarskiego i Łukasza Kadziewicza. Wszyscy narzekają na urazy, które wprawdzie nie wykluczają ich z gry, ale szkoleniowiec wolał dmuchać na zimne. Wiedział, że w Olsztynie poradzi sobie i bez nich, a najważniejsze jest, by byli gotowi na grę w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk, który na przełomie maja i czerwca odbędzie się w portugalskim Espinho.
Argentyński szkoleniowiec Polaków miał więc okazję do obserwowania zmienników. Najlepiej wypadł chyba Piotr Nowakowski.
Młody środkowy Wkręt-Metu Częstochowa był największym odkryciem zakończonego niedawno sezonu i w Olsztynie potwierdził, że opinie o tym, że ma przed sobą świetlaną przyszłość, nie są ani o jotę przesadzone. Nasz ekspert, były reprezentant Polski, syn Huberta Wagnera – Grzegorz, uważa nawet, że Nowakowskiego stać na walkę o miejsce w pierwszej szóstce już na turniej w Espinho, a później na igrzyska w Pekinie.
Swój nieprzeciętny talent potwierdził też w Olsztynie kolejny były już gracz z Częstochowy (podpisał kontrakt z Resovią), rozgrywający Paweł Woicki.
Lozano zaprosił go na pierwsze zgrupowania kadry, gdy tylko objął biało-czerwonych, ale między panami mocno zaiskrzyło i Woicki na długo musiał zapomnieć o koszulce z orzełkiem. W Olsztynie pokazał, że rezerwowy rozgrywający kadry, Łukasz Żygadło nie może być pewny miejsca w 12. Wprawdzie widać, że wciąż nie jest jeszcze zgrany, zwłaszcza ze skrzydłowymi, momentami ponosi go fantazja i chęć rozegrania piłki w sposób absolutnie szalony, ale potencjał ma ogromny.
Nowakowski może grać w szóstce
Grzegorz Wagner (były reprezentacyjny rozgrywający, obecnie trener BBTS Bielsko-Biała, syn Huberta Jerzego):
“Wynikami memoriału nie ma co się podniecać. Rywale byli o dwie klasy gorsi. Nawet grając tyłem do siatki, nie mieliśmy prawa tego przegrać. W Tallinie trzeba tylko postawić kropkę nad i.
Z grupy nowych zawodników w kadrze najbardziej podoba mi się Piotr Nowakowski. Sądzę, że ma ogromną szansę załapać się do 12 na igrzyska, a może nawet powalczyć o miejsce w szóstce. Na kwalifikacje olimpijskie też pewnie pojedzie.
Za to Paweł Woicki raczej zostanie w Polsce, choć grał w Olsztynie naprawdę nieźle. Żygadło występował mniej, ale wchodził na boisko w ramach podwójnej zmiany wspólnie z Piotrem Gruszką. Trener Lozano wyraźnie ćwiczył warianty, które będzie stosował, gdy Zagumny wyzdrowieje. Wracając zaś do Woickiego, to wręcz nie pokazał wszystkiego, na co go stać. Momentami grał trochę zbyt szaleńczo. Musi też poprawić wystawę z trudnych piłek z głębi pola, no i obronę. Tylko tak może zniwelować swój niski wzrost.
Autor artykułu: Robert Małolepszy
Posted in Archiwa z Prasy Opola | No Comments »
May 19th, 2008
11 kilometrów z Faenzy do Brisighelli we Włoszech przejechał w niedzielę Robert Kubica, by odebrać nagrodę Lorenzo Bandiniego. To trofeum przyznawane jest kierowcom wyróżniającym się szczególną wolą walki oraz sportową postawą.
Do tej pory trofeum Bandiniego powędrowało w ręce m.in. Kimi Raikkonena, Michaela Schumachera, a ostatnio Felipe Massy.
Kierowca BMW Sauber otrzymał prestiżowe wyróżnienie za postawę w 2007 r., gdy nie osiągał tak spektakularnych sukcesów jak pole position w tym sezonie. – Fachowcy znają talent Kubicy od dawna – tłumaczy Roberto Chinchero, jeden z najsłynniejszych dziennikarzy zajmujących się wyścigami samochodowymi, piszący m.in. dla “La Gazetta dello Sport” i “Sport Auto Moto”.
Chinchero także został uhonorowany w tym roku, tak jak Peter Sauber, którego nagrodzono za dotychczasowe osiągnięcia w Formule 1.
- Nagroda Bandiniego to dla mnie wielki zaszczyt, a przejechanie po nią bolidem to taka wisienka na torcie – oświadczył Kubica.
Polak nie krył także, że w tej chwili jest już w dużym stopniu myślami w Monte Carlo. Na słynnym ulicznym torze Kubica ma szansę na pierwszy w karierze sukces.
- Lubię się ścigać na takich obiektach – zapewnia kierowca BMW Sauber.
Autor artykułu: Oskar Berezowski
Posted in Archiwa z Prasy Opola | No Comments »
May 19th, 2008
Wczoraj zakończyła się kolejna edycja ogólnopolskiej kampanii pod nazwą “Pola Nadziei”. Jej celem jest zbiórka pieniędzy na potrzeby hospicjów oraz promowanie idei dobroczynności i pomocy chorym. Organizowana jest przez Hospicjum św. Łazarza w Krakowie już od 11 lat. Bierze w nim udział około 40 ośrodków z całej Polski, w tym -od 2006 roku – hospicjum nyskie.
Każdy ośrodek ustala własny program w oparciu o pomysł, którego licencję udostępniła Fundacja Marii Curie Cancer Care w Edynburgu. Jest kilka wspólnych cech: żółty kolor, żonkile rozdawane, aby pozyskać fundusze na hospicja, oraz tzw. pola nadziei. Są to wydzielone działki, na których sadzi się te kwiaty jako symbol opieki nad chorymi, przypominające i propagujące tę ideę. W Nysie Stowarzyszenie Auxilium utworzyło dwa miejsca, gdzie rosną dziś żonkile: na dziedzińcu miejskiego muzeum i przed Urzędem Miasta. 20 kwietnia w Nysie a 30 kwietnia w Paczkowie odbył się tzw. Dzień Żonkila. W Nysie w zamian za datki rozdawane były sztuczne żonkile. W Paczkowie uczniowie przeszli przez Rynek w Marszu Nadziei. -Zebrano 13 tys. złotych w Nysie i 2,5 tys. w Paczkowie – mówi prezes Stowarzyszenia ks. Wacław Leśnikowski – Pieniądze zostaną wydane na bieżące potrzeby, to jest leki, wyżywienie, środki opatrunkowe, pranie. Nie wolno finansować z nich wypłat ani inwestycji.
Wszystkie hospicja borykają się z problemami finansowymi, wiele apelowało o przekazanie na ich rzecz 1 proc. podatku. Centrum Opieki Paliatywnej Caritas Diecezji Opolskiej rozważa przekształcenie hospicjum w tańszy w utrzymaniu dom spokojnej starości.- Jesteśmy w dramatycznej sytuacji. – mówi ksiądz Arnold Drechsler – Koszt pobytu jednej osoby na dzień to 150 złotych, a dostajemy od NFZ 128.
Dyrektor Caritas Diecezji Opolskiej uważa utrzymywanie opieki nad nieuleczalnie chorymi z kwest za niewłaściwe rozwiązanie. – Do prowadzenia działalności potrzebny nam jest stały budżet, z którego co miesiąc bylibyśmy w stanie opłacić koszty stałe: energię, leki, wypłaty – mówi.
Takie rozwiązanie funkcjonuje w Namysłowie. Zamiast hospicjum istnieje tam oddział opieki paliatywnej w strukturach szpitala. -Nie jesteśmy ani fundacją ani stowarzyszeniem, nie włączamy się w żadne akcje pozyskiwania pieniędzy. -mówi wicedyrektor szpitala Andrzej Gala.
Autor artykułu: Patrycja Twardowska
Posted in Archiwa z Prasy Opola | No Comments »
May 17th, 2008
W niedzielę odbędzie się piąty bieg “Radości”.
Jest on organizowany w ramach obchodów rocznicy urodzin Jana Pawła II. Równo 88 lat temu w Wadowicach przyszedł na świat Karol Wojtyła, przyszły Papież, który swoim życiem dawał przykład i świadectwo wiary.
Przed godziną pierwszą na Górze Świętej Anny zostaną złożone kwiaty przed pomnikiem Ojca Świętego oraz zapłoną znicze, które uczczą jego pamięć.
Dodatkowo zgromadzeni zaśpiewają pieśni religijne.
O 13.00 rozpoczną bieg. Biorący w nim udział zaczną trasę na Górze Św. Anny.
Uczestnicy biegu przemierzą Leśnicę, Raszową, Łąki Kozielskie, osiedle Cisowa, osiedle Lenartowice i dotrą aż do Kędzierzyna Koźla na Aleję Jana Pawła II, gdzie stoi obelisk noszący jego imię.
Tam około godziny 15.00 rozpocznie się modlitwa pod hasłem “Śpiewamy i gramy Tobie Święty Ojcze Janie Pawle II”. Pod obeliskiem również zostaną złożone kwiaty.
Całą uroczystość uświetni wypuszczenie w powietrze 88 gołębi.
Autor artykułu: Magdalena Pilor
Posted in Archiwa z Prasy Opola | No Comments »
May 17th, 2008
Znamy już tytuły książek nominowanych do III edycji Nagrody Literackiej “Gdynia”. Tegorocznych mistrzów literatury poznamy podczas gali finałowej 14 czerwca w Gdyni. Feta odbędzie się na skwerze Kościuszki, tuż obok zacumowanego tam “Daru Pomorza”. Poprzedzą ją dwudniowe “Literaturomanie”, zlot pisarzy, księgarzy i miłośników drukowanego słowa.
Jury gdyńskiej nagrody nagradza książki w trzech kategoriach: Proza, Eseistyka i Poezja. Dlatego to trzech szczęśliwców odbierze z rąk sekretarza kapituły prof. Piotra Śliwińskiego czek na 50 tys. zł i elegancką statuetkę w formie gustownej Kostki Literackiej. W historii nagrody triumfował już m.in. “Traktat o łuskaniu fasoli” Wiesława Myśliwskiego i Krzysztof Środa z esejem “Projekt handlu kabardyńskimi końmi”. A mianem najlepszego poety cieszył się Wojciech Bonowicz, autor tomiku “Pełne morze”.
Komu laury przypadną w tym roku? Ściga się 197 książek. Jury wyłoniło z nich 15, po pięć w każdej kategorii. Dział prozy otwiera “Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej” Michała Witkowskiego. Obok pysznią się: “Ostatni zlot aniołów” Mariana Pankowskiego, “Czarny ogród” Małgorzaty Szejnert, “Asystent śmierci” Bronisława Świderskiego i “Dzyndzylyndzy, czyli postmortuizm” Anatola Ulmana.
Ciekawie zapowiada się rywalizacja esejów. Powalczą tutaj “Echa idylli w literaturze polskiej doby nowoczesności i późnej nowoczesności” Marka Zaleskiego, “Twarz Tuwima” Piotra Matywieckiego, “Najryzykowniej” Andrzeja Sosnowskiego. Szansę ma też “Wieszanie” Jarosława Marka Rymkiewicza oraz “Sprzedana muzyka” Andrzeja Bieńkowskiego.
Zacięty wyścig zapowiada się również wśród poetów. Na starcie stanęły: “Sofostrofa i inne wiersze” Miłosza Biedrzyckiego, “Wiersze przeciwko opodatkowaniu poezji” Zbigniewa Macheja, “Zagniazdowniki” Joanny Mueller, “Pensum” Adama Wiedemanna. Stawkę zamykają “Spazmy miłosne” Agnieszki Wolny-Hamkało.
Więcej informacji o nagrodzie i nominowanych tytułach: nagrodaliterackagdynia.pl
Autor artykułu: Bożydar Brakoniecki
Posted in Archiwa z Prasy Opola | No Comments »
May 17th, 2008
Polacy wydają już prawie 100 mln zł rocznie na preparaty wspomagające odchudzanie. Prawie 3/4 z tej kwoty przeznaczamy na suplementy diety sprzedawane bez recepty. Na syropy, proszki, kapsułki i emulsje sprzedawane w aptekach i sklepach spożywczych wydaliśmy w ubiegłym roku 67,2 mln zł, o ponad 16 proc. więcej niż rok wcześniej – wynika z danych IMS Health, firmy badającej rynek farmaceutyczny. W tym roku może być to nawet o 20 procent więcej, w miarę jak rozprzestrzenia się moda na szczupłą sylwetkę i zdrowy tryb życia. Jeszcze dekadę wcześniej osoby pragnące poprawić wygląd swojej sylwetki miały do wyboru zaledwie kilka preparatów. Większość sprzedawana była w formie sproszkowanych koncentratów, które po rozpuszczeniu w wodzie lub jogurcie stawały się pełnowartościowym niskokalorycznym posiłkiem. Liderem na rynku przez lata był amerykański Slim Fast. Aby pozbyć się paru kilogramów, taką papkę trzeba było jeść kilka razy dziennie. Miesięczna kuracja kosztowała kilkaset złotych. Sęk w tym, że efekty widoczne były wówczas, gdy pacjent przestrzegał diety i nie jadł nic poza preparatem.
Ale Polacy za nic w świecie nie chcą rezygnować ze schabowego i okraszonych boczkiem pierogów. Dlatego producenci specyfików na odchudzanie zapewniają dziś, że dzięki nowym preparatom można schudnąć, nie rezygnując z ulubionych wysokokalorycznych posiłków. Na rynku jest już dzisiaj około 100 preparatów na odchudzanie. – Dzielą się one na dwie główne grupy: preparaty wypełniające żołądek, które powodują uczucie sytości bez jedzenia, i specyfiki spalające zbędny tłuszcz – tłumaczy Alicja Hamkało z Hasco-Lek, firmy, która oferuje na naszym rynku pięć specyfików na odchudzanie. Jednym z nich jest Ananas NaturKaps. To kapsułki zawierające ananasowy błonnik dający poczucie sytości i tym samym hamujący łaknienie.
Wraz z rozrastaniem się oferty rynkowej tych specyfików zwiększa się ich dostępność.
Najtańsze preparaty, które pomogą nam pozbyć się zbędnych kilogramów, kosztują kilkanaście złotych. Cena najdroższych sięga 100 zł.
Producenci martwią się jednak, że popyt na specyfiki odchudzające rośnie głównie wiosną i maleje szybko, wraz z końcem lata. Mają jednak nadzieję, że z roku na rok będą sprzedawać więcej, gdyż według szacunków połowa wszystkich Polaków, w tym także dzieci, cierpi na nadwagę. Lekarze biją na alarm i mówią, że od otyłości już prosta droga do wielu niebezpiecznych chorób, takich jak: cukrzyca, choroby serca, a nawet nowotwory. W oczekiwaniu na wielki popyt producenci w ciągu ostatnich kilku lat wprowadzili na rynek co najmniej 30 nowych preparatów pomagających zrzucić nadwagę. Tymczasem wydajemy na nie stosunkowo niewiele w porównaniu z wydatkami na wszystkie leki bez recepty, które w ub.r. sięgnęły ponad 4 mld zł. W cenie ciągle są cudowne diety, do jakich zachęcają nas wiosną wszystkie kolorowe magazyny i bardzo drogie operacyjne zabiegi wyszczuplające. W salonach chirurgii plastycznej zostawiliśmy w ubiegłym roku prawie 1 mld zł.
Co na otyłość
Ananas NaturKaps – kapsułki z błonnikiem z ananasa zalecane dla osób prowadzących siedzący tryb życia.
Producent: Hasco-Lek
60 kapsułek 16 zł.
FisioDiur – preparat roślinny w postaci syropu oczyszczający organizm
300 ml – 70 zł
Producent: Zuccari
Bioslank -kapsułki z wyciągiem z roślin, dają poczucie sytości i wzmagają perystaltykę jelit.
60 kapsułek 45 zł
Prod. Biokraft Pharma
Calorin Stop – preparat na bazie fasoli; hamuje trawienie skrobii, dzięki czemu węglowodany nie są w pełni trawione.
30 kapsułek – 40 zł
Producent: A-Z Medica
ClaMax – dzięki zawartosci kwasu liolowego (Cla) powoduje spalanie już istniejącej tkanki tłuszczowej i ogranicza jej powstawanie. Przyczynia się do zmniejszenia masy ciała i zaniku celulitu. 6O kapsułek 32 zł
Producent Hasco-Lek
Zuccarin – oparty na wyciągu z morwy białej; zmniejsza apetyt na słodycze.
Ogranicza przyswajanie cukru i skrobi po posiłkach 120 tabletek – 114 zł Producent: New Nordic
Autor artykułu: Monika Gocłowska
Posted in Archiwa z Prasy Opola | No Comments »