Więzienne cele już czekają

May 30th, 2008

Piątą rocznicę wybuchu afery ratuszowej, która przypada 25 sierpnia br., były prezydent Opola Leszek Pogan spędzi za kratami opolskiego aresztu śledczego.

Wczoraj Sąd Okręgowy w Opolu rozpatrzył wnioski skazanych za korupcję Pogana (5 lat więzienia) i Remigiusza Promnego (3 lata), byłego szefa wydziału przetargów, o odroczenie wykonania kary.

Pogan starał się o odroczenie kary o dwa miesiące. Uzasadniał to sprawami rodzinnymi. Sąd się do jego prośby przychylił. Karę odroczono do 29 lipca br. Jednocześnie sędzia Andrzej Głowacz wyznaczył datę – 30 lipca br. – do stawienia się na bramie Aresztu Śledczego w Opolu.

Uzasadnienie tej decyzji nie jest jawne dlatego, że dotyczy życia rodzinnego Leszka Pogana (podobnie było w przypadku Promnego).

- Motywy przedstawione przez skazanego zostały potwierdzone w trakcie wywiadu przeprowadzonego przez kuratora i zasługują na uwzględnienie – tłumaczył sędzia Andrzej Głowacz. – Skazany nie neguje konieczności odbycia kary.

Pogan był zadowolony z takiej decyzji sądu. Z decyzją w swojej sprawie nie pogodził się Remigiusz Promny, ani jego adwokat. Starali się o odroczenie o pół roku. Uzasadniali to powodami rodzinnymi.

Sąd nie znalazł podstaw do odroczenie kary. Sędzia Głowacz tłumaczył, że po uprawomocnieniu się wyroku nie pojawiły się żadne nowe fakty, które by to uzasadniały.

- Sąd zbyt płytko wszedł w sytuację rodziny pana Promnego – mówił po wyjściu z sądowej sali mec. Andrzej Płaza. – Promny potrzebuje jeszcze czterech-pięciu miesięcy, by uporządkować swoje życie rodzinne i jesienią może się stawić w zakładzie karnym.

Na razie nie wiadomo kiedy były szef ratuszowych przetargów będzie się musiał pojawić w więzieniu. Teraz ma siedem dni na złożenie zażalenia do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Może on utrzymać w mocy wczorajszą decyzję, bądź ją zmienić odraczając Promnemu moment stawienia się w więzieniu.

Promny musi odsiedzieć jeszcze siedem miesięcy by starać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Poganowi do połowy kary pozostał rok.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Gimnazjum w Niemodlinie do likwidacji

May 30th, 2008

Rada Miasta Niemodlina podjęła wczoraj decyzję o likwidacji miejskiego gimnazjum im.Agnieszki Osieckiej. Przeciw zamknięciu szkoły protestują nauczyciele i rodzice, którzy przyszli wczoraj na sesję z czarnymi flagami. Twierdzą, że uchwała została podjęta z naruszeniem prawa i zostanie uchylona przez wojewodę albo sąd. – Możliwe, że zadecyduje NSA – stwierdził obecny na sesji wojewoda Ryszard Wilczyński.

10 radnych za, 4 przeciw – takim stosunkiem głosów Rada Miasta Niemodlina podjęła wczoraj uchwałę w sprawie likwidacji miejskiego gimnazjum im.Agnieszki Osieckiej. Od 1 września dzieciaki będą się uczyć w gimnazjum przy Zespole Szkół im.Bolesława Chrobrego prowadzonym przez Starostwo Powiatowe w Opole. Radni nie ugięli się pod presją protestujących nauczycieli i rodziców, którzy licznie zjawili się na sesji z czarnymi flagami na znak żałoby za likwidowanym gimnazjum.

Debata o przekazaniu prowadzenia gimnazjum starostwu trwa od stycznia. Powód jest prosty – gimnazjum to już teraz wybiera liczna grupa dzieci, przez co gimnazjum miejskie ma kłopoty ze skompletowaniem uczniów. Po prostu powiatowe gimnazjum ma – co potwierdziła wczoraj obecna na sesji kurator oświaty Halina Bilik – lepsze wyniki od miejskiego. Oprócz kurator na sesję przyjechali także zaproszeni przez przewodniczącego Rady Miasta Jana Oleksę starosta Henryk Lakwa i wojewoda Ryszard Wilczyński.

Atmosfera obrad była bardzo nerwowa. Ponieważ sprawa była wielokrotnie omawiana, Oleksa próbował ograniczyć dyskusję do minimum. Obecni na sali rodzice odebrali to jako próbę odebrania im głosu. Mieli sporo racji – przewodniczący dopuścił do głosu (oczywiście oprócz radnych) tylko jedną przedstawicielkę Rady Rodziców. Mówiła ona o tym, że uchwała o likwidacji szkoły będzie nieważna, bo burmistrz Mirosław Stankiewicz nie zawiadomił w terminie zainteresowanych rodziców. Stosowne zawiadomienie zostało co prawda wysłane już po sesji z 28 lutego, ale rodzice powołali się na wyrok NSA z września 1998 roku, że zawiadomienie skuteczne to takie, które zostało dostarczone indywidualnie każdemu z rodziców. – Ta uchwała zostanie uchylona przez nadzór wojewody – ostrzegała miejskich radnych Elżbieta Stolarczuk, powiatowa radna z Niemodlina. – Ale przez kilka tygodni rodzice i dzieci nie będą wiedzieli,na czym stoją. Tak nie można.

Jeśli rodzice liczyli na to, że wojewoda Wilczyński stanie po ich stronie, to się zawiedli. Wilczyński zapewnił, że jego prawnicy starannie sprawdzą uchwałę, ale zdecydowanie poparł kurator Bilik, która wydała pozytywną opinię o zamiarze likwidacji gimnazjum. – Zrobiłem to z czystym sumieniem,bo byłem tu osobiście i badałem sprawę. Jest wielu obaw, mitów i uprzedzeń, ale nie znajduję merytorycznych argumentów przeciw przekazaniu gimnazjum starostwu – stwierdził i przypomniał: – Samorząd ma prawo podejmować takie decyzje, bo to on kształtuje oświatę na swoim terenie.

Autor artykułu: Marek Świercz

Tanie kredyty już były i szybko nie powrócą

May 28th, 2008

Nie ma co czekać z zaciągnięciem kredytów. Jeśli brać, to już. W najbliższych miesiącach ich cena będzie rosła, a banki będą zaostrzać procedury ich przyznawania – twierdzą obserwatorzy rynku.

Już dziś Rada Polityki Pieniężnej może podjąć decyzję o kolejnej w tym roku podwyżce stóp procentowych.

- Jeśli RPP nie zrobi tego dziś, to na pewno taka decyzja zapadnie na czerwcowym posiedzeniu – uważa Krzysztof Rybiński, partner Ernst & Young. Jego zdaniem za podwyżką przemawia nadal utrzymujący się szybki wzrost gospodarczy oraz wzrost płac przy spadającym bezrobociu. – To powoduje presję inflacyjną. Uważam, że rada, podnosząc stopy już dziś, pokaże, jak bardzo dba o utrzymanie w ryzach wzrostu cen – przekonuje Rybiński. W jego opinii, podobnie jak siedem poprzednich razy, podwyżka nie powinna przekroczyć 0,25 pkt proc. Wyższy wzrost – np. 0,5 pkt proc. – świadczyłby o tym, że w naszej gospodarce dzieje się coś niepokojącego.

Ale nawet podwyżka o 0,25 pkt proc. oznacza, że stopa referencyjna, na podstawie której liczone jest oprocentowanie kredytów hipotecznych w złotych, wzrośnie do 6 proc. Lombardowa natomiast, na podstawie której udzielane są szybkie pożyczki – do 7,5 proc. A to może wywołać kolejną falę wzrostów cen kredytów. Instytucje finansowe przyjmą najprawdopodobniej bardziej ostrożną politykę przy udzielaniu kredytów konsumpcyjnych.

Cena hipotecznych już teraz może uwzględniać przyszły wzrost stóp. Obecnie najniższe rzeczywiste oprocentowanie kredytów hipotecznych w złotych (dla finansowania w wysokości 300 tys. zł na 100 proc. wartości mieszkania na 30 lat) wynosi 7,15 proc. Oferuje je ING BSK. Najwyższe, jak wynika z analiz doradcy Comperia.pl, ma Santander i DB PBC. Wynosi 7,93 proc. Przypomnijmy, że jeszcze w kwietniu 2007 r., czyli przed pierwszą z serii podwyżką stóp, oprocentowanie podobnego kredytu wynosiło 5,5-6 proc.

Do tej pory gwałtowne podwyżki omijały kredyty gotówkowe. Najtańsze nadal są oprocentowane na nieco ponad 14, a najdroższe na ok. 20 proc. To stawki na tyle wysokie, że do tej pory rekompensowały instytucjom finansowym ryzyko związane z niskimi zabezpieczeniami i łatwymi procedurami ich udzielania.

- Jednak biorąc pod uwagę to, co dzieje się na światowym rynku finansowym oraz przyspieszającą inflację w Polsce i łatwość, z jaką finansowane były gospodarstwa domowe w ostatnich latach, teraz banki powinny zaostrzyć procedury kredytowe – uważa Tomasz Bieske, partner Ernst & Young.

Zaostrzeniu polityki sprzyja prawo. Zgodnie z nim oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych, czyli gotówkowych w rachunku oraz kart kredytowych, maksymalnie może wynieść czterokrotność stopy lombardowej NBP. Obecnie, bez uwzględnienia ewentualnej dzisiejszej podwyżki, jest to 29 proc. – Ale zaostrzając procedury, banki ustrzegą się przed ewentualnymi stratami związanymi z problemami, w jakie mogą popaść klienci – przekonuje Tomasz Bieske.

Jego zdaniem do tej pory instytucje finansowe były zbyt liberalne. Udzielały finansowania na zbyt wysokie kwoty – nawet do 120 proc. wartości nieruchomości. Na zbyt wiele lat – nawet do 60. I wyliczały kredytobiorcom zbyt niskie kwoty na przeżycie – po odliczeniu wszystkich kosztów zgadzały się, by miesięcznie wystarczało im nawet 500 zł.

Przy rosnących stopach może to spowodować kłopoty wielu rodzin. A co za tym idzie, wzrost kredytów zagrożonych. W opinii Ernst & Young sami klienci także mogą się zabezpieczyć przed ewentualnymi kłopotami, wykupując ubezpieczenie.

Lepiej porównać

Taki sam kredyt w każdym banku ma inną cenę.

Kredyt gotówkowy 10 tys. zł na 36 miesięcy. Oprocentowanie rzeczywiste:
Polbank EFG 17,11 proc.
Pekao SA 20 proc.

Kredyt gotówkowy 50 tys. zł na 36 miesięcy. Oprocentowanie rzeczywiste:
Fortis 14,13 proc.
Pekao SA 20,43 proc.

Kredyt hipoteczny 300 tys. zł na 30 lat w PLN. Oprocentowanie rzeczywiste:
ING BSK 7,15 proc.
DB PBC 7,93

Kredyt hipoteczny 300 tys. zł na 30 lat w CHF. Oprocentowanie rzeczywiste:
DB PBC 4,08
BZ WBK 4,48

Źródło: Comperia. pl

Autor artykułu: Beata Tomaszkiewicz

Szteliga zasłużony dla Opolszczyzny?

May 28th, 2008

Wśród osób, które otrzymają odznakę “Za Zasługi dla Województwa Opolskiego” jest były poseł SLD Jerzy Szteliga. Kłopot w tym, że ma zarzuty w aferze związanej z ubezpieczaniem Elektrowni Opole.

Szteliga o wyróżnieniu dowiedział się od nas. – Jestem wzruszony – mówi. – Jeśli naprawdę jestem na tej liście, to znaczy, że ludzie nie wierzę, że wziąłem dla siebie jakiekolwiek pieniądze.

Czy pomysłodawcy uhonorowania Szteligi mieli na celu jego rehabilitację? Chyba jednak nie. Komitet Honorowy organizujący obchody 10-lecia obrony regionu uznał, że skoro nie ma na koncie wyroku, odznaka mu się należy. Nie dostanie jej za to Aleksandra Jakubowska, skazana za… potrącenie rowerzysty po pijaku.

- Lepiej by było, gdyby nie miał żadnych zarzutów – komentuje socjolog Danuta Berlińska, która też otrzyma odznakę. – Ale kogo mieliśmy wyróżnić z lewicy, skoro niemal wszyscy wtedy najaktywniejsi mają wyroki?


Radni Sejmiku Wojewódzkiego otrzymali wczoraj listę osób, które mają otrzymać odznakę honorową “Za Zasługi dla Województwa Opolskiego”. To część hucznych obchodów 10-lecia obrony samodzielności województwa opolskiego. Komitet Honorowy przygotowujący obchody wytypował ponad sto osób, które w 1998 roku zaangażowały się w obronę regionu.

Są wśród nich ówcześni parlamentarzyści, ale nie wszyscy. Poseł AWS Jan Piątkowski nie trafił na listę, bo – czego Opolanie mu nie zapomnieli – był wtedy za likwidacją samodzielnego Śląska Opolskiego. Nie ma też posłanki SLD Aleksandry Jakubowskiej, choć to ona była autorką hasła “Nie ma ojczyzny bez Opolszczyzny” i naprawdę sporo zrobiła na rzecz ocalenia regionu. Została skreślona z powodu swoich kłopotów z prawem. Odznakę otrzyma za to były poseł SLD Jerzy Szteliga, choć – podobnie jak Jakubowska – ma zarzuty w związku z aferą przy ubezpieczaniu mienia Elektrowni Opole.

Marszałek Józef Sebesta, członek Komitetu, nie chce wdawać się w szczegółowe dywagacje. Tłumaczy tylko, że casus Szteligi był długo omawiany i ostatecznie Komitet postanowił docenić jego zasługi.

- Jeśli uczestnicy tamtych zdarzeń mówią, że stał w pierwszym szeregu, to nie mam powodu, by to kwestionować – mówi nam Sebesta. – Generalnie przyjęliśmy zasadę, że jeśli w ciągu tych 10 lat zasłużony wtedy człowiek nie dostał sądowego wyroku, to nie ma przeciwwskazań. Na tej liście można by znaleźć kilka osób, które mają jakieś problemy z prawem.

Temat budził kontrowersje już wcześniej. Opolski radny SLD Andrzej Namysło apelował o uhonorowanie zasług lewicy i przypominał o dokonaniach Jakubowskiej i Szteligi. Mówił też o tym, że sytuacja procesowa Szteligi wcale nie jest gorsza od sytuacji równie zasłużonego w 1998 roku Ryszarda Zembaczyńskiego, który jest przecież oskarżony o umyślne udzielenie złego kredytu i narażenie Banku Ochrony Środowiska na stratę wielkiej wartości. Jego proces ciągnął się w Bielsku przez cztery lata i w najbliższym czasie ma zostać wznowiony.

Tymczasem proces Szteligi nawet się nie zaczął. Przypomnijmy: prokuratura zarzuca mu, że wykorzystując publiczną funkcję przyjął bezprawnie darowiznę w wysokości 90 tysięcy złotych od ubezpieczyciela Elektrowni Opole na rzecz założonego przez siebie stowarzyszenia. Według prokuratury, wpisuje się to w korupcyjne praktyki przy ubezpieczaniu Elektrowni Opole. W tej samej aferze postawiono zarzuty Aleksandrze Jakubowskiej. Czemu więc Szteliga dostanie odznakę a ona nie? – Bo ciąży na niej wyrok – ucina marszałek Sebesta. – No i ma kilka spraw prokuratorskich w toku.

Co ciekawe, w grę wchodzi wyrok za to, że potrąciła rowerzystę prowadząc samochód po spożyciu alkoholu. Niby drobnostka, ale – zdaniem Komitetu – wystarczająca, by utrącić jej kandydaturę.

Sam Szteliga, którego śledztwo odsunęło na margines życia publicznego (odszedł z polityki, nie może też pracować na uczelni, bo ma zarzuty), bardzo się ucieszył, że dostanie odznakę. – Jestem dumny, wzruszony i zaszczycony – mówi. – To znaczy, że regionem rządzą ludzie, którzy rozumieją, czym jest zasada domniemania niewinności wpisana do konstytucji RP, przy tworzeniu której pracowałem.

Szteliga przypomina, że zawiadomił prokuraturę, iż skoro ściga jego stowarzyszenie, to powinna też ścigać fundację Zbigniewa Religi, która pozyskiwała środki w podobny sposób. – Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa – mówi . – Ale ja nie odpuszczę.

Autor artykułu: Marek Świercz

Radni PiS przeciw prywatyzacji

May 28th, 2008

Zarząd Województwa zgodził się na sprzedaż udziałów w spółce Zespół Ośrodków Rehabilitacji Leczniczej, która zarządza obiektami sanatoryjnymi w Suchym Borze i Jarnołtówku (sławna “Aleksandrówka”). Chce je odkupić przedsiębiorca Ryszard Wójcik, który ma dziś w spółce 20 procent udziałów. Ostro protestują wojewódzcy radni PiS. – Czy musimy pozbywać się tak atrakcyjnych obiektów? – dopytywał się na wczorajszej sesji Sejmiku radny Grzegorz Sawicki. – Czy to jest ścieżka, którą będzie szedł Zarząd Województwa w innych przypadkach? Bo dopiero co utworzyliśmy spółkę, która ma zarządzać zamkiem w Mosznej. Też go sprzedamy?

Zwolennikiem sprzedaży udziałów jest jednak Stanisław Łągiewka, który był dyrektorem ośrodka w Suchym Borze a obecnie jest prezesem powadzącej go spółki. – W 2002 roku dostaliśmy bardzo niski kontrakt i groziła nam likwidacja. Dlatego musieliśmy poszukać prywatnego inwestora – tłumaczy Łągiewka. – Pan Wójcik wszedł w ten biznes i otrzymał wtedy obietnicę, że docelowo spółka zostanie sprywatyzowana. To jedyne rozwiązanie. Jeśli mamy zmodernizować obiekty w Suchym Borze i Jarnołtówku, musimy wyłożyć 5 milionów złotych. Niech to zrobi prywatny inwestor. Nawet po prywatyzacji spółka będzie pełniła funkcje lecznicze.

Tego samego zdania jest marszałek Józef Sebesta. Wyjaśnia, że prywatny udziałowiec chciał odkupić 80 procent udziałów po cenie nominalnej (to około 1.800 tysięcy złotych), ale na to nie zezwala prawo. – Możemy je sprzedać tylko po cenie rynkowej – mówi Sebesta. – W tej chwili trwa ich wycena. Jeśli dojdzie do sprzedaży, to w umowie zapiszemy, że te placówki nadal mają świadczyć usługi medyczne.

Radni PiS mają jednak wątpliwości. Jerzy Czerwiński złożył wczoraj interpelację w sprawie zamku w Mosznej. Chce, by marszałek wyjaśnił, na jaki etapie jest budowa pawilonu medycznego, do którego mieliby zostać przeniesieni pacjenci Centrum Terapii Nerwic. Ta przeprowadzka to warunek rozpoczęcia kapitalnego remontu zamku (są na to unijne pieniądze w Regionalnym Programie Operacyjnym na lata 2007-2013). – Zarząd Województwa świetnie sobie radzi, gdy zabiera się za pozbywanie atrakcyjnych obiektów – ironizował Czerwiński. – Gorzej radzi sobie z innymi zadaniami.

Co ciekawe, za sprzedażą udziałów w medycznych spółkach są radni lewicy, choć w Sejmie SLD protestuje przeciwko planom przekształcenia szpitali w spółki.

i

Autor artykułu: Marek Świercz

Koledzy z wojska będą mieli swoje muzeum rezerwistów

May 27th, 2008

Muzeum Rezerwy Polskiej zostało wymyślone w Opolu, ale swoją siedzibą będzie miało – jak wszystko pójdzie dobrze – w Żaganiu. A także, wzorem wirtualnego Muzeum Powstania Warszawskiego, w globalnej sieci.

- Czemu akurat Żagań? Bo taka decyzję podjęło w głosowaniu 70 tysięcy użytkowników naszego portalu – tłumaczy Zbigniew Górniak, redaktor naczelny portalu www.koledzyzwojska.pl , zwany też w sieci Generałem Portalem. – Było kilka propozycji: Krosno Odrzańskie, Gubin, Giżycko i nasze Opole. Okazało się jednak, że to właśnie Żagań wszystkim najbardziej kojarzy się z armią.

Wybór okazał się być trafiony, bo pomysł podchwycił zarówno burmistrz Żagania Stanisław Kowal, jak i dowództwo 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej.

- Dywizja tworzy w Żaganiu Centrum Wystawowe Wojsk Lądowych i bardzo niewykluczone, że nasze muzeum rezerwy mogłoby się jakoś do niego przytulić – mówi Górniak.

Równie ważne, zwłaszcza na tym etapie projektu, jest muzeum wirtualne.

– Co w nim będzie? Wszystko, co kojarzy się z wojem – mówi Ryszard Poliwoda, prezes spółki prowadzącej portal i jego główny pomysłodawca. – Przede wszystkim zdjęcia. Już dziś mamy tysiące absolutnie unikalnych zdjęć z polskiej armii, robionych od lat 50-tych przez samych żołnierzy. Układają się nam one w rodzaj fotograficznych “Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Do tego mamy chusty rezerwistów, odznaczenia, odznaki, korpusówki. I bogaty zbiór żołnierskiej twórczości literackiej: przyśpiewki, rymowanki, odzywki, przezwiska. Naprawdę potężny ładunek mundurowych sentymentów.

Górniak dodaje, że w wirtualnym muzeum ma zostać stworzony Wielki Słownik Gwary Szwejowskiej.

- Słowotwórcze zdolności naszych żołnierzy mogą budzić niekłamany podziw – mówi Górniak. – Zapewniam, że czytając słownik będzie można umrzeć ze śmiechu.

Autor artykułu: Marek Świercz

Opolscy nauczyciele szykują się do strajku

May 26th, 2008

Dziś rodzice powinni dowiedzieć się od swoich pociech, czy w ich szkole będą się jutro odbywały normalne lekcje, czy też weźmie ona udział w strajku.

- Kilkaset placówek oświatowych na Opolszczyźnie przystąpi we wtorek do strajku – mówi Wanda Sobiborowicz, przewodnicząca okręgu Związku Nauczycielstwa Polskiego – Tyle się zadeklarowało do tej pory, niewykluczone jednak, że ta liczba wzrośnie do wtorku. Strajk będzie polegał na powstrzymaniu się od pracy: pracownicy przyjdą, ale nie będą wykonywać żadnych czynności.

Strajkować będą szkoły i przedszkola w całym województwie: zarówno w Opolu, jak i pozostałych miastach regionu. Na tę formę protestu najprawdopodobniej nie zdecydują się tylko najmniejsze placówki. Tym razem będzie to strajk wyjątkowy, gdyż na wspólną akcję zdecydowały się Związek Zawodowe Nauczycielstwa Polskiego i sekcja oświaty NSZZ “Solidarność”, które podpisały w tej sprawie porozumienie na szczeblu centralnym i wojewódzkim.

- Wystąpiliśmy z apelem do rodziców, by zapewnili swoim dzieciom w tym dniu opiekę w domu – mówi Sobiborowicz – Bierzemy jednak pod uwagę fakt, że nie każdy rodzic będzie miał taką możliwość.

- Dzieci nie będą jednak pozostawione same sobie – uspokaja Irena Koszyk, naczelnik Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Opola – Wysłaliśmy do dyrektorów placówek oświatowych pismo przypominające o obowiązku zapewnienia opieki dzieciom. Dyrektorzy zapewne sami się zaangażują w opiekę nad dziećmi – dodaje Koszyk.

Nauczyciele przystępują do strajku z różnych powodów, głównie jednak płacowych. Anonimowa nauczycielka z Głuchołaz z prawie trzydziestoletnim stażem: – Pracuję bardzo długo w zawodzie, jestem nauczycielem dyplomowanym, a moje pobory są niskie. Ostatnio dostałam z ZUS-u wyliczenie przewidywanej emerytury. Byłam zaszokowana. Kocham ten zawód i nie widzę siebie w innym. Ale chciałabym godnie żyć z mojej pracy.

Grzegorz, nauczyciel z Opola z rocznym stażem, jeszcze nie wie, czy przystąpi do strajku. Nie wyklucza jednak takiej możliwości. – Dopiero zaczynam, przeraża mnie to, że zdobycie wyższego stopnia, a tym samym otrzymanie wyższej pensji, trwa kilka lat – mówi.

Autor artykułu: Natalia Musiał

Prudnik, Głogówek: Nieoczekiwany finał majątkowych roszczeń

May 26th, 2008

Peter Golba, który kilka lat temu usiłował bezskutecznie odzyskać domy w Głogówku i Gostomii, które jego rodzina pozostawiła emigrując do Niemiec, dziś sam ma kłopoty. Rodzina Pryków, która w procesie o kamienicę w Głogówku występowała po stronie skarbu państwa, teraz domaga się od niego zwrotu kosztów sądowych. Swoją część kosztów musiała już zwrócić Ingeborg Stralla, siostra Golby. Co więcej, Stralla została przez niemiecki sąd ukarana grzywną za składanie fałszywych zeznań przed polskim sądem. – Nie mścimy się – tłumaczy Przemysław Pryka. – Sprawiedliwości musi jednak stać się zadość.

Spór o kamienicę w Głogówku był głośmy w całej Polsce. Był jednym z pierwszych w kraju przypadków tak zwanych niemieckich roszczeń majątkowych.

Przypomnijmy: Peter Golba i Ingeborg Stralla, dzieci byłej właścicielki kamienicy Gertrudy Golby, zostali wpisani do księgi wieczystej budynku jako jego nowi właściciele, dziedziczący po zmarłej w Niemczech matce. Zaprotestowali nie tylko Prykowie, którzy najmowali część kamienicy już w latach 70-tych a od połowy lat 80-tych byli jej zarządcami. Do sporu włączył siętakże starosta prudnicki, który w imieniu skarbu państwa domagał się wykreślenia spadkobierców Gertrudy Golba i wpisanie na ich miejsce skarbu państwa jako właściciela budynku. Zgodnie z jego rozumowaniem, emigrująca w roku 1980 właścicielka- zgodnie z ówczesnym prawem – musiała oddać majątek na rzecz skarbu państwa.

Sąd przyznał mu rację i wykreślił spakbierców z księgi wieczystej. Równocześnie obciążył kosztami stronę przegraną. Część kosztów należała się Prykom, którzy występowali w procesie po stronie skarbu państwa. Stralla już zapłaciła, Golba przesłał zaświadzenie, że go nie stać, bo przebywa w domu starców

- Sprawdzimy tę informację, zajmie się tym nasz adwokat – mówi Przemysław Pryka.

Co ciekawe, poważniejsze kłopoty miała Ingeborg Stralla. W toku procesuw sprawie wpisu do księgi wyszło na jaw, że w trakcie przeprowadzania postępowania spadkowego przed Sądem Rejonowym w Prudniku zataiła informację, że ma brata i nie jest jedyną spadkobierczynią Gertrudy Golba.Sąd dowiedział się o tym fakcie później. Sprawą zajęła się także miejscowa prokuratura.

- Wszczęliśmy postępowanie z urzędu – mówi nam prudnicki prokurator rejonowy Janusz Aniszewski. – Poprosiliśmy o pomoc prawną stronę niemiecką i uzyskaliśmy po jakimś czasie informację, że została przez niemiecki sąd ukarana grzywną za tak zwane oszustwo sądowe.

Autor artykułu: Marek Świercz

Nagroda za pracę o autonomistach

May 23rd, 2008

Praca magisterska studenta Uniwersytetu Opolskiego Krzysztofa Gila “Śląski ruch autonomiczny – regionalizm czy separatyzm” otrzymała w środę prestiżową nagrodę im. Jana i Wojciecha Wawrzynków. Nagroda przyznawana jest najciekawszym pracom magisterskim o szeroko pojętej tematyce śląskiej. Wręczono ją już po raz 15-ty.

Dyplom i ufundowane przez rodzinę Wawrzynków 2 tys. zł. wręczył emerytowany rzecznik opolskiej prokuratury Roman Wawrzynek, który – jako syn jednego z patronów nagrody – pełni honorową funkcję przewodniczącego kapituły.

Do konursu zgłoszono siedem prac. Tym razem wszystkie napisali studenci opolskiej uczelni. Autor nagrodzonej pracy nie dotarł, był za to jej promotor prof. Michał Lis.

- Czy zwolennicy autonomii Śląska to separatyści czy tylko regionaliści? To pytanie zadawano sobie jeszcze przed wojną, gdy Śląsk był województwem autonomicznym i miał własny Sejm. Już wtedy ta sytuacja będąca spełnieniem plebiscytowych obietnic składanych Ślązakom budziła liczne kontrowersje – powiedział nam prof. Lis. – Od tematu uciec się nie da, skoro w spisie powszechnym ponad 170 tysięcy obywateli RP zadeklarowało narodowość śląską, choć ta formalnie nie jest przez nikogo uznawana.

Kapituła przyznała też dwa wyróżnienia. Basia Górecka dostała ją za monografię ludowego zespołu “Faska” z Piotrówki, w którym przez lata sama występowała. Dziś uczy polskiego w liceum w Strzelcach Opolskich i zaczęła studia doktoranckie.

O karierze naukowej marzy też Ania Grabowska, która napisała pracę o mało znanym opolskim Piaście Mieszku Otyłym, który ma na koncie sporo osiągnięć, ale – jak żartuje Ania – najlepiej znany jest z ego, że uciekł spod Legnicy, gdzie Mongołowie spuścili chrześcijańskiemu rycerstwu z całego Śląska krwawą łaźnię.

Romanowi Wawrzynkowi marzy się praca poświęcona dokonaniom patronów %07nagrody. Jedna poświęcona jego ojcu Janowi już zresztą powstała.

- Na wydziale kulturystyki Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu – mówi. – To nie żarty. Naprawdę tak było. Mój ojciec znany był z organizowania wielotysięcznych pielgrzymek do miejsc kultu religijnego i patriotycznego. Dziś taką pielgrzymkę musiałoby organizować wielkie biuro podróży.

Autor artykułu: Marek Świercz

Zimna Wódka: Na Boże Ciało znów ułożyli kwiecisty dywan

May 23rd, 2008

Kwiecisty dywan ma jakieś 70 cm szerokości i dobrze ponad kilometr długości. Zaczyna się u drzwi XV-wiecznego barokowego kościółka pod wezwaniem św. Magdaleny i wiedzie w dół wioski, mijając po drodze cztery bogato ukwiecone ołtarze.

Boże Ciało w Zimnej Wódce w gminie Ujazd, ma charakter szczególny. Tylko tu wciąż żywy jest śląski ludowy zwyczaj układania zielonych kobierców, po których idzie procesja. Po kwiatach kroczy tylko ksiądz proboszcz z monstrancją, wierni idą po bokach. I bardzo się starają, by nie zniszczyć kolorowego chodnika.

Ułożenie takiego kobierca to nie jest prosta sprawa.

- Niektóre to wstają nawet o trzeciej w nocy. Jest co robić – opowiada Agnieszka Vogel.

Każdy układa kobierzec na długości swojego domu. Dlatego wzory się zmieniają. Kwiaty, zioła i paprocie układają tu wszyscy: starzy i młodzi. A co na to młode dziewczęta, które muszą się zerwać bladym świtem?

- Muszą wstać, bo co by ludzie powiedzieli? – śmieje się Katarzyna Matuszek. – Tu jest tak od lat. Ja się tu przeprowadziła ze 60 lat temu i już te chodniki były.

- Jak byłam dzieckiem, to my jeszcze bramy wielkie budowali, takie ozdobione choinkami – wspomina Elżbieta Musioł. – A kobierce kładli już

nasi starzykowie. Jest z tym roboty, jest. Sąsiadka po kwiaty aż do Łanów pod Gliwice jeździ.

- A co po procesji? – dodaje Klara Pustuła. – Zamiatamy kwiatki i wyciepujemy.

Boże Ciało na Śląsku Opolskim – tu żarliwa pobożność miesza się z białą ludową magią, pamiętającą jeszcze przedchrześcijańskie czasy. W Zimnej Wódce raz podobno kwiecistego chodnika nie ułożono, bo pogoda była wyjątkowo paskudna. I potem przez cały rok mieszkańców męczył niepokój:

czy aby nie zgrzeszyli, czy nie ściągną na siebie żadnego nieszczęścia. Taka jest siła tradycji.

Skąd ten irracjonalny lęk? Stąd, że w zwyczajach towarzyszących obchodom Bożego Ciała odnaleźć można podszyte magią pogańskie wierzenia, które Kościół przez wieki oswoił i schrystianizował.

Prof. Jerzy Pośpiech, autor pracy naukowej na temat dorocznych wierzeń na Śląsku, pisze, że wielka procesja miała zastąpić pogańskie obrzędy towarzyszące przesileniu dnia z nocą (w tym roku Boże Ciało mamy bardzo wcześnie, ale zwykle przypada na czerwiec). To wtedy wito wianki i puszczano je na wodę. Kościół przejął ten obyczaj – wianki z leśnych ziół i kwiatków były poświęcane w ostatni dzień oktawy Bożego Ciała. Potem – piszą etnografowie – zgodnie z tradycją rolniczych społeczności, nabierały cech magicznych. Takie święte kwiatki były dobre na wszystko: chroniły przed polnymi szkodnikami, chorobą, a nawet burzami – wystarczyło ukruszyć wysuszony kwiatek na blachę pieca i dym z komina nabierał mocy rozpędzania burzowych chmur.

Tradycja umajonych procesji jest żywa, ale tylko w nielicznych już parafiach ma postać imponujących kwiecistych kobierców. Tak jest właśnie w Zimnej Wódce, gdzie wierni układają Panu Bogu piękne chodniki, by odgonić złe i powędrować nimi do samego nieba. Głęboka wiara spotyka się tu pradawną magią, a wszystko to oczywiście ku Chwale Pańskiej.

Wczoraj proboszcz ks. Józef Żyłka poważnie obawiał się burzy, która mogła zniszczyć kobierzec. Procesja ruszyła już o 7 rano, jeszcze przed mszą. Wierni zdążyli do kościółka nim zaczęło kropić.

Autor artykułu: Marek Świercz