W nocy z soboty na niedzielę doszło do pożaru w budynku socjalnym przy ul. Łąkowej 4 w Brzeźcach w gminie Bierawa. W wyniku zaczadzenia sześć osób znalazło się w szpitalu. Czworo dzieci jest już domu, natomiast dwóch dorosłych przebywa jeszcze na obserwacji. Jeden z nich jest w poważnym stanie. Do prawdziwej tragedii nie doszło tylko dzięki przytomności umysłu sąsiada, który wyprowadził ludzi z płonącego budynku.
Około godziny pierwszej nad ranem lokatorów mieszkających na piętrze kamienicy zaalarmowały rozpaczliwe krzyki kobiety wzywającej pomocy. Palił się korytarz budynku, więc droga ucieczki została odcięta. – Usmażylibyśmy się żywcem, gdyby nie sąsiad, który przybiegł z drabiną – opowiadała nocne wrażenia jedna z lokatorek.
Gdy przyjechała straż pożarna, gęsty, duszący dym i płomienie wypełniały już pomieszczenia bloku. Mieszkańcy zostali chwilę wcześniej wyprowadzeni na zewnątrz przez Gabriela Glombika.
- Patrol policji przyjechał po mnie około godziny drugiej w nocy, a o piątej strażacy dogaszali tlące się resztki. Teraz czekamy na kosztorysy i ruszamy z remontami – zapowiada Ryszard Gołębowski, wójt gminy Bierawa.
Budynek socjalny jest własnością samorządu. Przed pożarem zamieszkiwało go pięć rodzin. Jedna z nich będzie musiała do czasu remontu mieszkać u znajomych. Na remont czekają także całkowicie spalony korytarz na piętrze, dach budynku oraz jedno z mieszkań. Do wymiany jest instalacja elektryczna i z tego powodu ocalałe na piętrze mieszkanie nie ma prądu.
- Na szczęście wytrzymały drzwi i trzeba będzie tylko odmalować zadymione ściany – mówi Lucyna Kafarowska.
Pożar wybuchł prawdopodobnie wskutek nieuwagi któregoś z lokatorów. Korytarz jest miejscem spotkań mieszkańców. Na ustawionych fotelach i kanapach często przesiadywali do późnej nocy. A ponieważ na korytarzu nie było prądu, za źródło światła służył im znicz. Feralnej nocy najwyraźniej zapomniano go zgasić.
Autor artykułu: Grażyna Kosubek