Ostatnia minuta! Wygrywamy 1:0! Nie dajcie poznać, że jesteście zmęczeni! – nawołuje Leo Beenhakker w końcówce treningu do naszych reprezentantów.
I co ważne, to skutkuje. Głowy podniesione. Wyprostowane sylwetki. Nie ma bezsensownej bieganiny. Piłka krąży jak po sznurku.
Metamorfoza, jaką przeszli nasi piłkarze przez ostatnie dwa tygodnie zgrupowania w Szwarzwaldzie, jest nieprawdopodobna. A jednak to prawda. Oni naprawdę zupełnie inaczej patrzą teraz na futbol. Widzą się w roli zwycięzców. Wiedzą, że mogą pokonać Niemców.
Ba, są o tym przekonani! Wierzą, że takiej szansy nie wolno wypuścić z rąk. Bo druga taka okazja może się już nie zdarzyć.
Najpierw jednak naszych zawodników czeka ostatni sprawdzian formy przed Euro. Mecz z Danią w niedzielę o godz. 16 na Stadionie Śląskim. Będzie to oficjalne pożegnanie drużyny narodowej przed wyjazdem na finały do Austrii. A z kibicami wypadałoby się naprawdę godnie pożegnać. Nie jak dwa lata temu przed mundialem w Niemczech, gdy po fatalnej grze ulegliśmy Kolumbii 1:2.
- Nie mam obsesji wyniku, ale na pewno lepiej byłoby wracać do hotelu po zwycięstwie niż przegranej – mówi Leo Beenhakker. – Spróbujemy zagrać tak jak z Niemcami. A na pewno nie jak w Krakowie z USA. Wtedy nie mieliśmy czasu się przygotować. Przebywaliśmy ze sobą dwie doby, z czego połowę spędziliśmy na dyskusjach o premiach, wyborze sprzętu i sesjach dla sponsorów. Teraz było inaczej. Mieliśmy dwa tygodnie na porządny trening. I dobrze ten okres wypełniliśmy – uważa selekcjoner.
W meczu z Danią Polska ma pokazać szybki, fizyczny futbol. – Jestem pewny, że wystąpią jeszcze błędy, ale zdążymy je poprawić. Gwarantuję, że będziemy perfekcyjnie przygotowani do meczu z Niemcami – dodaje selekcjoner. Holender jest usatysfakcjonowany, bo zrealizował na obozie w Donaueschingen wszystko, co sobie założył. – Musimy jeszcze tylko popracować nad detalami. W piątek trenowaliśmy raz. W sobotę mamy rozruch na stadionie. A w przyszłym tygodniu będziemy pracować nad wykonaniem stałych fragmentów gry. Rozpracujemy też sobie niemiecki zespół. Wszyscy chłopcy będą gotowi na 8 czerwca – zapewnia trener polskiej kadry.
W ostatnim sparingu z Danią na pewno nie wezmą udziału kontuzjowani Jakub Błaszczykowski i Michał Żewłakow. Przeciw Duńczykom na lewej obronie zapewne zagra Jakub Wawrzyniak. Defensor Legii typowany jest nawet do gry przeciw Niemcom. Ze składu wypadł bowiem Grzegorz Bronowicki.
- Docierają do mnie głosy, że mogę zagrać przeciwko Niemcom. Nie pękam. Z Duńczykami udowodnię, że jestem gotowy do twardej walki i nogi na pewno nie odstawię – przekonuje Wawrzyniak.
Nie wiadomo, czy do pełnej sprawności zdąży wrócić Żewłakow, którego selekcjoner i tak chętniej widziałby na środku obrony. Paweł Golański natomiast zdecydowanie lepiej czuje się na prawym niż lewym skrzydle.
- Do treningów wrócił już Łobodziński – dodaje Beenhakker. – Może w niedzielę zagra pół meczu. Na Niemcy będą też gotowi do gry Błaszczykowski i Żewłakow. Nie wystąpią w Chorzowie. Ten mecz na pewno będzie twardy, bardzo fizyczny. Taki jest obecnie futbol, co pokazał choćby ostatni mecz Manchesteru z Chelsea w finale Ligi Mistrzów – twierdzi Holender.
Błaszczykowski nie ma szczęścia do Stadionu Śląskiego. Lubi grać na tym obiekcie, a dawno nie miał okazji wystąpić w Chorzowie od pierwszego gwizdka.
- W ostatnich meczach, gdy miałem tu grać, wciąż przyplątywała mi się jakaś kontuzja. Trochę tych meczów straciłem – przyznaje Kuba, który pożegnanie z kibicami przed Euro obejrzy, podobnie jak Żewłakow i Tomasz Kuszczak (od czwartku nie trenował, bo naciągnął przywodziciela), z trybun chorzowskiego stadionu.
Autor artykułu: Jacek Kmiecik, Donaueschingen, Niemcy