Opolska noclegownia jest już przepełniona. Zabrakło nawet wolnej powierzchni na korytarzach, gdzie można było rozkładać dodatkowe materace. Oblężenie przeżywają również inne schroniska i noclegownie na terenie województwa, ale większość jest nadal w stanie przyjąć bezdomnych.
Najazd na noclegownie rozpoczął się wraz z nastaniem pierwszych poważniejszych mrozów. Jedyna w Opolu noclegownia, mieszcząca się w Ośrodku Readaptacji Społecznej “Gawra” przy ul. Wrzosowej w Opolu została przepełniona już na początku tego tygodnia, kiedy temperatura spadła poniżej 15 stopni Celsjusza.
- Na ten sezon przygotowaliśmy 50 łóżek i 10 materacy, ale jak się okazało to nie wystarcza – wyjaśnia Andrzej Juszczak, kierownik “Gawry”. – Nawet gdyby było dwa razy tyle miejsc, to zapewne też by ich zabrakło. Wreszcie mogłoby dojść do tego, że Opole będzie obsługiwać bezdomnych z całego kraju. Już teraz większość osób, które u nas nocują, to przyjezdni spoza województwa.
Kierownik Juszczak dodaje, że w ubiegłym roku do “Gawry” przychodziły trzy, cztery kobiety. Przygotował pokój na sześć kobiet i stwierdził, że to powinno wystarczyć. Tymczasem okazało się, że już w tym tygodniu przyszło ich dwanaście. Musiał stworzyć dla nich jeszcze jeden pokój.
- To oznacza, że musiałem zabrać pokój mężczyznom, którzy zazwyczaj mieszkają po ośmiu – mówi Juszczak.
W drugim opolskim ośrodku – “Szansa”, przebywają jedynie matki z dziećmi i z założenia nie są do niego przyjmowani bezdomni. Według Magdaleny Kasprzyk, dyrektora opolskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w drugim ośrodku musi być kilka wolnych miejsc na wypadek sytuacji, kiedy w potrzebie znajdzie się jakaś rodzina, lub samotna matka z dzieckiem. Poza tym w ośrodku, gdzie mieszkają małe dzieci, z tych samych urządzeń i sanitariatów nie powinni korzystać bezdomni, którzy często są chorzy i zawszeni. W dawnym budynku przy ulicy Wrocławskiej, stosowano takie praktyki i bardzo często dochodziło do spięć.
- Oczywiście, jeśli ktoś jest trzeźwy i zapuka do nas późnym wieczorem, to go nie wyrzucimy, ale musi liczyć się z tym, że noc spędzi na siedząco – dodaje Andrzej Juszczak.
Największym problemem “Gawry” jest jednak mała przepustowość łazienek i kuchni. W Ośrodku są tylko dwie ubikacje i w momencie, kiedy prawie 80 osób zechce z nich skorzystać tworzą się gigantyczne kolejki. – Najbardziej zapobiegliwi wstają o 5 rano i później mają spokój, ale niestety zdarza się, że inni załatwiają się pod prysznicem – stwierdza Juszczak.
Noclegownie i schroniska spoza Opola przyjmują jeszcze bezdomnych, jednak większość też jest już przepełniona.
Tradycyjnie prawdziwe oblężenie przeżywają wszystkie Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn św. Brata Alberta, które słyną z tego, że “są z gumy” i przyjmują wszystkich, którzy się do nich zgłoszą. Rekord schroniska w Bielicach, które jest przewidziane na 185 osób, to 260 mężczyzn. Od kilku dni w schronisku nocuje średnio 230 osób.
- Jest już pełno, ale nikomu nie odmówimy. Gdy jest już przepełnienie, to odwozimy ludzi do innych naszych placówek – zapewnia opiekun dyżurny schroniska w Bielicach.
Również schronisko św. Brata Alberta w Pępicach jest wypełnione, ale wciąż przyjmuje nowe osoby.
- Mamy miejsc na 50 osób, ale w szczytowych momentach przyjmujemy do 70. Miejsce zawsze się znajdzie, problem tkwi raczej w pieniądzach – martwi się brat Ryszard Winiarz kierownik schroniska, który zaznacza, że w tej chwili funkcjonowanie ośrodka jest zabezpieczone jedynie na kolejne dwa miesiące.
- Zabiegamy o wsparcie u sponsorów, ale też musimy oszczędzać, bo jeśli teraz wydamy wszystkie środki, to za kilka tygodni ośrodek nie będzie mógł nikogo przyjąć, a to byłoby chyba dużo gorsze niż przyjmowanie mniejszej liczby osób – wyjaśnia brat Ryszard.
Maksymalnie cztery osoby może przyjąć jeszcze “Markot” w Kędzierzynie-Koźlu, który z powodu trwającego tam remontu ma ograniczone możliwości. Natomiast sporo wolnych miejsc (bo około 15) ma jeszcze Dom dla Matki z Dzieckiem i osób Niepełnosprawnych w Zopowach (gm. Głubczyce). Tam również największym problemem jest brak gotówki.
- W razie potrzeby zamkniemy przedszkole i tam dostawimy kolejne materace, ale jesteśmy już zadłużeni, a oprócz tego kończy nam się drewno na opał – martwi się Halina Skrzypek, kierownik ośrodka.
Autor artykułu: Magdalena Kaczor