Archive for December, 2002

Czerwiński powiedział basta

Friday, December 27th, 2002

Po uszczupleniu szeregów opolskiej prawicy i Mniejszości Niemieckiej przyszedł czas na lewicę. Ryszard Czerwiński, radny miasta Opole i członek SLD wystąpił z szeregów partii i zrezygnował z członkostwa w klubie. Tuż po tym jak oficjalnie to ogłosił, do wszystkich mediów w Opolu dotarł komunikat prasowy, podpisany przez Tomasza Garbowskiego, sekretarza Rady Wojewódzkiej w Opolu, o wykluczeniu Czerwińskiego z szeregów SLD.

Za jednym zamachem ludzie z ulicy Dwernickiego postanowili oficjalnie skierować wniosek o wykluczenie jeszcze kilkunastu członków partii, którzy ośmielili się startować z innych komitetów wyborczych niż SLD-UP.
- Już kilka tygodni temu złożyłem rezygnacją z funkcji przewodniczącego koła partii na Zaodrzu, a teraz wystąpiłem oficjalnie z szeregów SLD – podkreśla Ryszard Czerwiński – Dlaczego? To moja osobista sprawa. Ja nie będą niczego wyjaśniał, od tego są szefowie partii. Nie będą też komentował obelg rzucanych pod moim adresem przez posła Jerzego Szteligę. To on powinien wstydzić się za to, co mówi.

Czerwiński nie chce komentować swojego odejścia, ale nie kryje, że sposób dotychczasowego zarządzania mieniem komunalnym i kolejne błędne w jego przekonaniu decyzje członków SLD, skłoniły go do rezygnacji z przynależności do tej partii.

- Nie ukrywam, że poglądy lewicowe są mi najbliższe i nie zamierzam zmieniać przekonań i ugrupowania. Ponieważ nie ma dla mnie alternatywy, zdaje się, że pozostanę niezrzeszony. W tej chwili jest sporo osób w takiej sytuacji jak ja, więc może założymy klub – zastanawia się Czerwiński.
Radny nie ukrywa również, że nie podoba mu się decyzja podjęta w sprawie Tesco.

- Trudno decydować o takich konfliktowych sprawach, ale przecież takie problemy też trzeba rozwiązywać. Opole wyłącznie straci na tym, że nie powstanie nowy hipermarket, a o rozbudowie ulicy Głogowskiej, Plebiscytowej i Ozimskiej nawet nie wspomnę. – denerwuje się radny Czerwiński. – Jest-m przekonany, że jeżeli Tesco nie wybuduje tych dróg, to one w ogóle nie będą rozbudowane.

Autor artykułu: Rog

Diabły się spisały

Friday, December 27th, 2002

Najnowsza premiera teatru dramatycznego w Opolu “Igraszki z diabłem” Jana Drdy w reżyserii Katarzyny Deszcz jest jak dobrze wybrany gwiazdkowy prezent. Mile zaskakuje. Pomysłowa inscenizacja, dobra gra aktorów i lekko uwspółcześniona, ale nie pozbawiona wątku baśniowego całość pomyślnie przechodzi próbę konfrontacji z najbardziej popularnym przedstawieniem Teatru Telewizji z 1979 roku.

Przyznam, że idąc do teatru obawiałam, się czy aby reżyser Katarzyna Deszcz znana z różnych ekstrawaganckich przedsięwzięć, nie będzie chciała za bardzo obedrzeć “Igraszek…” z ich cepeliadowego uroku. Pierwsza scena nie rozwiała moich obaw. Jednak już każda kolejna była coraz lepsza i z przyjemnością można było rozsiąść się w fotelu.

Niestety, mając w pamięci mocno zakorzenioną pamięć o kultowym przedstawieniu z gwiazdorską obsadą (Marian Kociniak, Janusz Gajos, Marek Kondrat, Wojciech Pokora, Barbara Wrzesińska), miejscami nie mogłam powstrzymać się przed porównywaniem.

Waldemar Kotas w roli krewkiego Marcina Kabata wypadł nader przekonująco. Nie ustępując pola Marianowi Kociniakowi (Kabat z 1979 roku w Teatrze Telewizji). Dobra, choć zupełnie inna i przeniesiona rodem z lat 60. jest również Królewna i jej służąca Kasia, panny na wydaniu, nie wahające się sprzedać duszy diabłu za dobrego męża. Leszek Malec w czarującej peruce afro i dandysowym ubranku całkiem całkiem przekonuje w roli diabła Lucjusza (podobnie jak Marek Kondrat w 1979).

Jednak dla mnie szczególnie miłym zaskoczeniem były kreacje kobiet diabłów. Wykreowana przez Ewę Wyszomirską postać prostego diabła jąkały, pragnącego za wszelką cenę zagrać w mariaszka, jest nie tylko niezwykle śmieszna, ale też wiarygodna. Nie wiem czy Wyszomirska w ostatnim czasie oglądała “tamte” “Igraszki z diabłem”, w których rolę jąkały, zagrał niezapomniany Janusz Gajos, ale przyznać trzeba uczciwie, że znalazła własny patent na tą rolę.

Trudno nie zwrócić uwagi na arcyzabawną Elżbietę Piwek, która w roli zgrzybiałego i sepleniącego Belzebuba, władcy Piekieł wypadła przekomicznie. Miłym akcentem jest również postać Teofila, anielskiego posłańca, w tej roli młody aktor Dominik Bąk, który w przyodziewku amora stroi słodkie miny i rzeczywiście śmieszy.

Wielkim atutem tego przedstawienia jest doskonale pomyślana scenografia. Andrzej Sadowski wykorzystał perfekcyjnie wszystkie techniczne możliwości Dużej Sceny opolskiego teatru. W przedstawieniu pojawia się wiele karkołomnych rozwiązań, ale nie są to tanie sztuczki. Wszystko jest doskonale skomponowane. Szczególnie miłe dla oka są dwie sceny piekielne.

Zapraszam do teatru. “Igraszki z diabłem” w reżyserii Katarzyny Deszcz to dwie godziny godne polecenia dla młodszych i starszych członków rodziny.

Autor artykułu: Magdalena Kaczor

Dalej siedzimy w dołku

Friday, December 27th, 2002

Dla naszej gospodarki rok 2002 był kolejnym kiepskim rokiem. Nie trzeba się uciekać do szczegółowych statystyk, wystarczy przypomnieć sobie wszystkie uliczne manifestacje zdesperowanych pracowników i serię przygnębiających rozpraw upadłościowych.

Upadli nawet ci, o których mówiono, że przetrwać muszą, bo w biedzie nie zostawią ich politycy. Na pierwszy ogień poszedł zakład Nysa Motor, któremu w czasie prawyborów prezydenckich i parlamentarnych obiecywano złote góry. Obietnic nie dotrzymano, załodze nie pomogła akcja protestacyjna, demonstracyjne przemarsze ulicami Nysy, a nawet pierwszy w kraju kongres, na którym przeciwko polityce gospodarczej protestowali delegaci przedsiębiorstw z całego kraju. Nysa Motor upadła, do firmy wkroczył syndyk. Syndyk zarządza też Hutą Małapanew w Ozimku, kolejnym wielkim przedsiębiorstwem, które przez dekady było głównym pracodawcą, żywicielem i opiekunem dla tysięcy ludzi. Ważą się losy Huty Andrzej w Zawadzkiem, która od pół roku nie może normalnie pracować, bo ma kłopoty ze stalą. Nad przepaścią chwieje się cały czas brzeska Kama Foods.
Na szczęście nie wszyscy są pod kreską, ambitny program inwestycyjny realizuje na przykład spółka Górażdże Cement. Są i tacy, którzy mają kłopoty, ale nadal dzielnie walczą. Weźmy Prudnik, gdzie miasto weszło w spółkę z Primusem i teraz szyje ludziom buty, a przeżywający ciężkie chwile Frotex zawarł ostatnio układ z wierzycielami. Niestety, złych wiadomości było więcej. Opolskie to ostatnio taki region, w którym bankructwo zagroziło nawet naukowcom z Instytutu Śląskiego i skautom z opolskiej chorągwi ZHP.

Narzekają też rolnicy. Co prawda pogoda dopisała i mieliśmy latem pszeniczną klęską urodzaju, ale gospodarze przeżyli krzyż pański ze skupem. Pod elewatorami ustawiały się kilometrowe kolejki traktorów, a rolnicy klęli organizację skupu zbóż w żywy kamień. Władze regionu przyznały po wszystkim, że wybuch rolniczego buntu był o krok.

I jak tu się dziwić, że po raz pierwszy nie zorganizowano w Opolskiem żółto-niebieskiego balu radości, by uczcić kolejną rocznicę uratowania województwa przed likwidacją? Balu nie było, bo ludziom nie jest do śmiechu, ale z badań nieocenionej dr Danuty Berlińskiej wynika, że Opolanie i tak są zadowoleni z samodzielności. Kiepsko oceniają reformę samorządową i nie mają zbyt wysokiego mniemania o gospodarzach województwa, ale w razie potrzeby byliby gotowi ponownie stanąć w jego obronie.

Autor artykułu: most

LICZBA TYGODNIA :50 i 11 równa się minus 22 miliony

Friday, December 20th, 2002

Zaprezentowane wyżej działanie matematyczne wygląda absurdalnie, ale proszę się nie dziwić, bo obrazuje wyjątkowo absurdalne praktyki bankowe, które zaprowadziły na ławę oskarżonych byłego dyrektora opolskiego oddziału Banku Zachodniego oraz byłą naczelnik wydziału kredytów. Opolska prokuratura zarzuca im, że narazili swój bank na utratę owych 22 milionów złotych. Dwójka oskarżonych zawarła 50 wadliwych umów z 11 firmami z obszaru całej Polski – niesolidni bankowcy odkupowali od wierzycieli nieściągalne długi, których bank też nie był w stanie wyegzekwować. Aferę wykryto w czasie wewnętrznej kontroli przeprowadzonej przez centralę banku. Dyrektor i naczelnik zostali w jej efekcie dyscyplinarnie zwolnieni za ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych. Teraz na dodatek grozi im kara pozbawienia wolności do lat 10.

Autor artykułu: most

Ptasie piękności

Friday, December 20th, 2002

Prawdziwe tłumy opolan odwiedziły w miniony weekend Młodzieżowy Dom Kultury na osiedlu ZWM, gdzie odbywała się 66. Ogólnopolska Wystawa Kanarków i Ptaków Egzotycznych zorganizowana przez Polską Federację Ornitologiczną. Opole gości tę wystawą już po raz czwarty. Jak poinformował gazetę Henryk Siromski, wiceprezes opolskiego oddziału PFO, przyjechały ptaki, które zwyciężyły na wystawach w poszczególnych oddziałach Federacji. 90 wystawców z całego kraju pokazało u nas 700 ptaków.

Fachowcy tłumaczyli, że najbardziej egzotyczne były niektóre odmiany dużych papug: papugi górskie, bako czy barabandy. Zwiedzający najchętniej przystawali jednak przy ptaszkach śpiewających.
.

Autor artykułu: most

Nasze Szczepanowickie Betlejem

Friday, December 20th, 2002

Jak na drożdżach rośnie wielka szopka na dziedzińcu parafii św. Józefa w Opolu?Szczepanowicach, uchodząca za największą szopkę pod chmurką w południowej Polsce, a może i w całym kraju.

Ponieważ proboszcz ks. Zygmunt Lubieniecki ma urwanie głowy z wieczerzą dla samotnych i bezdomnych (patrz obok), budowę pilotują wikary ks. Rudolf Świerc oraz członkowie Rady Parafialnej Andrzej Toczek i Ryszard Winiarz.

- Co roku mamy tu coś nowego – opowiada Toczek, który całymi dniami krząta się na budowie. – Tym razem przenieśliśmy Świętą Rodzinę z balkonu przy ścianie plebanii na scenę. Chodzi o to, by każdy mógł tam wejść, stanąć koło Pana Jezusa i poczuć się prawdziwym uczestnikiem szopki.

Budowa Szczepanowickiego Betlejem to naprawdę poważna inwestycja. Pracuje przy niej po 30-50 osób dziennie, w sumie zaangażowało się ponad stu parafian. Już poszło 15 kubików drewna, około 100 choinek (część przynieśli parafianie) i ponad 25 kilogramów gwoździ. Przygotowano ponad 30 reflektorów i 28 figur naturalnej wielkości (a nawet większych, choćby Trzej Królowie są wyjątkowo rośli).

- Będzie w sumie ze 25 budynków, w tym kilka zupełnie nowych. Chatki dla Trzech Króli i Heroda, strażnica dla rzymskich żołnierzy – wylicza Toczek.
Gotową szopkę można będzie oglądać od 24 grudnia do 10 stycznia. Drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia, o godzinie 15.30, w tym wyjątkowym miejscu spotkają się tysiące opolan, by wziąć udział w “Opolskim kolędowaniu w Szczepanowickim Betlejem”.

Wtedy też szopka zostanie uzupełniona o żywe zwierzaki: owieczki, stadko kóz, konia, a nawet dorodnego byczka.

Autor artykułu: most

Lodowisko pod kreską

Friday, December 13th, 2002

Toropol nieczynny do odwołania

Opolskie lodowisko jest nieczynne, a dzwoniąc pod numer Toropolu usłyszymy informacje, że “Lodowisko będzie nieczynne aż do odwołania”. Awaria spowodowała odwołanie Moskiewskiej Rewii na Lodzie, która miała odbyć się w tym tygodniu, a bilety na nią zdążyło kupić kilka tysięcy ludzi. Problemy Toropolu, stawiają też pod znakiem zapytania przyszłość opolskiej ligi hokejowej, która zdołała ostatnio wywalczyć doskonałą pozycję w lidze śląskiej.

Kłopoty lodowiska mogą okazać się gwoździem do trumny dla Miejskiego Zarządu Obiektów Rekreacyjnych, które już w tej chwili jest zadłużone na kilkadziesiąt tysięcy złotych w wodociągach i ciepłownictwie.

Pierwsza poważna awaria lodowiska w tym roku nastąpiła 18 sierpnia, kiedy przestały pracować urządzenia mrożące. Wyciek na zewnątrz amoniaku, już wtedy był sygnałem, że instalacja nie jest szczelna i wymaga gruntownej modernizacji. Sprzęt zamrażający i utrzymujący lód, działa od 1994 roku i jest już przestarzały. Do zamrożenia tafli lodowiska trzeba zużyć około trzech ton amoniaku, podczas gdy przy nowocześniejszym sprzęcie wystarczy 200 kilogramów tej substancji.

- Na zakup nowej instalacji potrzeba około 250 tysięcy złotych, a biorąc pod uwagę koszty kolejnych napraw, nie wiem czy nie byłby to mniejszy wydatek – wyjaśnia Michał Jaworski, dyrektor MZOR w Opolu.

Kłopoty finansowe tej placówki spowodowane są malejącymi wpływami z ośrodków zarządzanych przez nią. Wszystkie obiekty, oprócz krytej pływalni “Akwarium”, która ostatnio została zmodernizowana, wymagają remontów. Poza tym w przypadku, kiedy odwoływane są imprezy, jak niedawno koncert Stachursky?ego w sali widowiskowo-sportowej “Okrąglak”, do kasy nie wpływają pieniądze. Odkryty basen przy placu Róż w Opolu jest wprawdzie jedynym tego typu obiektem w Opolu, ale jest w opłakanym stanie technicznym i prawdopodobnie bez gruntowej renowacji niecki dużego basenu, w przyszłym roku nie zostanie otwarty. Odkryte korty tenisowe, zlokalizowane w pobliżu kina “Kraków”, również nie cieszą się popularności. Jeśli w tym roku odpadną dodatkowe wpływy z kasy lodowiska (a na to wygląda), to MZOR może mieć poważne problemy. Sezon “lodowiskowy”, zaczyna się w sierpniu i trwa do końca lutego. W tygodniu z Toropolu korzystał kilka tysięcy osób. W ramach zajęć z wychowania fizycznego przychodziły zorganizowane grupy szkolne, na tafli lodowiska trenowały też regularnie grupy hokejowe (około 150 osób tygodniowo), sekcja short-tracku i łyżwiarstwa figurowego. Na opolskim lodowisku, które powszechnie uważane jest za jedno z nowocześniejszych w kraju, odbywały się też rozmaite rewie.

Teraz już wiadomo, że awaria jest poważniejsza, niż przypuszczano.
- Po wpuszczenia powietrza pod ciśnieniem do instalacji okazało się, że aż osiem sekcji jest nieszczelnych – wyjaśnia Jaworski, który dodaje też, że tafla jest pęknięta w dwóch miejscach, co oznacza, że potrzebny będzie gruntowny remont.

Poważny orzech do zgryzienia mają teraz szefowie sekcji trenujących na lodzie. Pod znakiem zapytania stanął obecnie los opolskich hokeistów, sekcji łyżwiarstwa figurowego i short-tracku, którzy już teraz z żalem liczą każdy dzień bez treningów. Światłem w tunelu może okazać się specjalna konstrukcja, którą dysponuje katowicki “Spodek”. Dwa lata temu rozgrywane na niej były hokejowe mistrzostwa. wiata grupy B. Jeżeli katowiccy działacze zdecydują się pożyczyć konstrukcje do Opola, hokej będzie uratowany, w przeciwnym razie może być źle.

W projekcie budżetu Opola na przyszły rok zapisano 250 tysięcy złotych na modernizację lodowiska, ale nie wiadomo, czy nowi radni zatwierdzą tą kwotę. Piotr Synowiec były prezydent Opola sam czynnie uprawiał hokej, dlatego łaskawszym okiem spoglądał na problemy Toropolu. Dzisiaj na temat przyszłości lodowiska mają rozmawiać dyrektor Jaworski i Arkadiusz Karbowiak, wiceprezydent Opola.

Autor artykułu: Magdalena Roguska

Kino musi być pełne

Friday, December 13th, 2002

Rozmowa z Zenonem Kramerem, właścicielem i dyrektorem kina “Centrum-Odra”, które obchodziło jedenastą rocznicą swojego istnienia.

Jest pan właścicielem kina, instytucji, która jest z założenia nastawiona na komercję, a dosyć często zdarza się panu organizować nieodpłatne imprezy.
6 grudnia 1991 roku otwarte zostało kino “Centrum-Odra”. Tego dnia i bardzo często w tamtych latach zdarzało nam się grać nieodpłatne seanse dla dzieci. W każdą rocznicą staram się coś organizować, żeby uczcić ten dzień, ale kino przez cały rok angażuje się w różne przedsięwzięcia. Robimy seanse dla niepełnosprawnych, dla dzieci. W miarę możliwości zapraszam na premiery odtwórców głównych ról. Przez ostatnie jedenaście tygodni w każdą środę, pod hasłem “Europa u Nas”, organizowaliśmy przegląd filmów Piętnastki. Impreza ciszyła się wielkim powodzeniem, frekwencja była zadziwiająco wysoka, mimo że był to środek tygodnia i późna godzina. Kolejną taką imprezą byłą Tydzień Filmu Niemieckiego, na którym również była bardzo wysoka, bo przeszło 50-procentowa frekwencja.
To oznacza, że ludzie chcą oglądać ambitne kino, a nie tylko wysoko budżetowe amerykańskie produkcje?

Na to wygląda. Zresztą muszę powiedzieć, że kino amerykańskie przeżywa obecnie poważny kryzys. Nawet w samej “Fabryce Snów”, zastanawiają się podobno nad wymyśleniem nowej formuły kina, żeby jeden film nie był tak bardzo podobny do drugiego. Ludziom żyjącym w polskiej smutnej rzeczywistości lat 80. kino amerykańskie wydawało się objawieniem, a teraz już się tym nasycili, chcą czegoś poważniejszego.

Sytuacja jest trudna, ludzie mają coraz mniej pieniędzy, a wiadomo, że najłatwiej zaoszczędzić na rzeczach, które nie są niezbędne do życia. Takim wydatkiem jest kultura, czyli też wyjścia do kina. Jak funkcjonuje kino w tak trudnych warunkach?

Dzisiaj, żeby zarabiać trzeba też i stracić. Każdy, kto prowadzi biznes musi tak działać. Pieniądze nie mogą przesłaniać wszystkiego. Dzisiaj coraz częściej wszelkie działania muszą być prowadzone z ołówkiem w ręku. Czasami chciałbym pozwolić sobie na większą swobodę, mam wiele pomysłów, ale nie wszystko jestem w stanie zorganizować.

Kino jako X muza jest rzeczywiście wydatkiem, z którego najłatwiej zrezygnować. Wszystkim brakuje pieniędzy, bo ceny mamy zachodnie, a pensje nadal wschodnie. Poza tym jednak ceny biletów są za wysokie. Dlatego staramy się w miarę możliwości tak obniżać ceny, żeby utrzymać jeszcze tych widzów, którzy chodzą do kina. Trzeba iść nie na wysoką cenę, tylko na ilość sprzedanych miejsc. Właśnie w ramach tej akcji ogłosiłem grudzień miesiącem taniego biletu. Od poniedziałku do czwartku wszystkie bilety kosztują 10 zł. Prawda jest taka, że magia sali kinowej polega między innymi na tym, że wszyscy śmieją się i płaczą w tych samych momentach Jeśli kino świeci pustkami, to już nie jest to samo.

Autor artykułu: Rozmawiała Magdalena Roguska

Zaczyna brakować miejsc

Friday, December 13th, 2002

Opolska noclegownia jest już przepełniona. Zabrakło nawet wolnej powierzchni na korytarzach, gdzie można było rozkładać dodatkowe materace. Oblężenie przeżywają również inne schroniska i noclegownie na terenie województwa, ale większość jest nadal w stanie przyjąć bezdomnych.
Najazd na noclegownie rozpoczął się wraz z nastaniem pierwszych poważniejszych mrozów. Jedyna w Opolu noclegownia, mieszcząca się w Ośrodku Readaptacji Społecznej “Gawra” przy ul. Wrzosowej w Opolu została przepełniona już na początku tego tygodnia, kiedy temperatura spadła poniżej 15 stopni Celsjusza.

- Na ten sezon przygotowaliśmy 50 łóżek i 10 materacy, ale jak się okazało to nie wystarcza – wyjaśnia Andrzej Juszczak, kierownik “Gawry”. – Nawet gdyby było dwa razy tyle miejsc, to zapewne też by ich zabrakło. Wreszcie mogłoby dojść do tego, że Opole będzie obsługiwać bezdomnych z całego kraju. Już teraz większość osób, które u nas nocują, to przyjezdni spoza województwa.

Kierownik Juszczak dodaje, że w ubiegłym roku do “Gawry” przychodziły trzy, cztery kobiety. Przygotował pokój na sześć kobiet i stwierdził, że to powinno wystarczyć. Tymczasem okazało się, że już w tym tygodniu przyszło ich dwanaście. Musiał stworzyć dla nich jeszcze jeden pokój.
- To oznacza, że musiałem zabrać pokój mężczyznom, którzy zazwyczaj mieszkają po ośmiu – mówi Juszczak.

W drugim opolskim ośrodku – “Szansa”, przebywają jedynie matki z dziećmi i z założenia nie są do niego przyjmowani bezdomni. Według Magdaleny Kasprzyk, dyrektora opolskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w drugim ośrodku musi być kilka wolnych miejsc na wypadek sytuacji, kiedy w potrzebie znajdzie się jakaś rodzina, lub samotna matka z dzieckiem. Poza tym w ośrodku, gdzie mieszkają małe dzieci, z tych samych urządzeń i sanitariatów nie powinni korzystać bezdomni, którzy często są chorzy i zawszeni. W dawnym budynku przy ulicy Wrocławskiej, stosowano takie praktyki i bardzo często dochodziło do spięć.

- Oczywiście, jeśli ktoś jest trzeźwy i zapuka do nas późnym wieczorem, to go nie wyrzucimy, ale musi liczyć się z tym, że noc spędzi na siedząco – dodaje Andrzej Juszczak.

Największym problemem “Gawry” jest jednak mała przepustowość łazienek i kuchni. W Ośrodku są tylko dwie ubikacje i w momencie, kiedy prawie 80 osób zechce z nich skorzystać tworzą się gigantyczne kolejki. – Najbardziej zapobiegliwi wstają o 5 rano i później mają spokój, ale niestety zdarza się, że inni załatwiają się pod prysznicem – stwierdza Juszczak.

Noclegownie i schroniska spoza Opola przyjmują jeszcze bezdomnych, jednak większość też jest już przepełniona.

Tradycyjnie prawdziwe oblężenie przeżywają wszystkie Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn św. Brata Alberta, które słyną z tego, że “są z gumy” i przyjmują wszystkich, którzy się do nich zgłoszą. Rekord schroniska w Bielicach, które jest przewidziane na 185 osób, to 260 mężczyzn. Od kilku dni w schronisku nocuje średnio 230 osób.
- Jest już pełno, ale nikomu nie odmówimy. Gdy jest już przepełnienie, to odwozimy ludzi do innych naszych placówek – zapewnia opiekun dyżurny schroniska w Bielicach.

Również schronisko św. Brata Alberta w Pępicach jest wypełnione, ale wciąż przyjmuje nowe osoby.

- Mamy miejsc na 50 osób, ale w szczytowych momentach przyjmujemy do 70. Miejsce zawsze się znajdzie, problem tkwi raczej w pieniądzach – martwi się brat Ryszard Winiarz kierownik schroniska, który zaznacza, że w tej chwili funkcjonowanie ośrodka jest zabezpieczone jedynie na kolejne dwa miesiące.

- Zabiegamy o wsparcie u sponsorów, ale też musimy oszczędzać, bo jeśli teraz wydamy wszystkie środki, to za kilka tygodni ośrodek nie będzie mógł nikogo przyjąć, a to byłoby chyba dużo gorsze niż przyjmowanie mniejszej liczby osób – wyjaśnia brat Ryszard.

Maksymalnie cztery osoby może przyjąć jeszcze “Markot” w Kędzierzynie-Koźlu, który z powodu trwającego tam remontu ma ograniczone możliwości. Natomiast sporo wolnych miejsc (bo około 15) ma jeszcze Dom dla Matki z Dzieckiem i osób Niepełnosprawnych w Zopowach (gm. Głubczyce). Tam również największym problemem jest brak gotówki.

- W razie potrzeby zamkniemy przedszkole i tam dostawimy kolejne materace, ale jesteśmy już zadłużeni, a oprócz tego kończy nam się drewno na opał – martwi się Halina Skrzypek, kierownik ośrodka.

Autor artykułu: Magdalena Kaczor