Rozmowa z Marcinem Wasilewskim, obrońcą Anderlechtu i reprezentacji Polski
Wygrana z Albanią to dobry prognostyk przed spotkaniem z Niemcami?
Po remisie z Macedonią bardzo chcieliśmy się zrehabilitować. I udało się. Prowadziliśmy 1:0, nie była to jeszcze gra z polotem, trudno się nią zachwycać, ale mieliśmy jakieś 3, 4 dobre sytuacje do zdobycia gola. Po przerwie było widać zmęczenie. Ale to nic dziwnego, bo byliśmy w trakcie ciężkich treningów w okresie przygotowawczym. Naprawdę solidnie go tutaj przepracowaliśmy.
W Austrii pewnie będziecie mogli odpocząć tydzień przed pierwszym występem w Euro 2008?
Nic z tych rzeczy. Na pewno będą inne treningi. Najpierw robiliśmy wszystko, żeby nie brakło siły i pary na cały turniej. Na Euro będziemy przecież grali mecze co trzy dni. Trzeba więc było fizycznie się wzmocnić. Od czwartku zaczęliśmy drugi etap przygotowań, w którym najważniejsze jest odzyskanie szybkości i poprawa koordynacji. Zaczęliśmy też trenować różne schematy rozegrania akcji i wykonanie stałych fragmentów gry.
Sezon w Belgii mocno dał się Panu we znaki. Rzutem na taśmę wywalczyliście z Anderlechtem udział w Lidze Mistrzów.
Dokładnie. I w ostatnim meczu w finale zdobyliśmy jeszcze Puchar Belgii. To wszystko się skumulowało. Dzień po finale od razu przyjechałem na zgrupowanie. Nie miałem w ogóle wolnego. Ale cóż, nie zawsze gra się w Euro. Trzeba więc było zacisnąć zęby i rozpocząć ciężkie przygotowania do mistrzostw. Bo zarówno dla mnie, jak i kolegów jest to wielkie wydarzenie. Trzeba się w nim jak najlepiej pokazać. Wszystkie inne sprawy schodzą na bok.
Nic się nie zmieniło w Pana sytuacji w klubie. Pół roku temu mówił Pan, że chce przenieść się na Wyspy do swojej ulubionej Premiership.
Nie, na razie o tym nie myślę. Dla mnie najważniejsze są teraz mistrzostwa Europy. Żyję teraz w rytmie Euro.
Podczas Euro będzie chyba znakomita możliwość wypromowania się w Europie?
Dla każdego. Jeżeli reprezentacja zagra dobrze, to myślę, że przed każdym otworzą się nowe możliwości. I jakoś wpadnie w oko. Ale powtarzam, wiemy, że musimy się skoncentrować przede wszystkim na grze. Jeżeli kadra będzie wygrywała, to wszyscy na tym dobrze wyjdziemy.
Maciej Żurawski przeżywa teraz drugą młodość. Gol strzelony Albanii to chyba potwierdził?
Dokładnie. Maciek rewelacyjnie prezentuje się na treningach. Strzela bramki, stwarza dużo sytuacji. Szuka gry i pomaga jeszcze kolegom w defensywie. Piłka też go szuka. Wraca ten stary dobry Maciek. Będziemy jeszcze mieli z niego pociechę.
A Roger Guerreiro. Zdążył już zaaklimatyzować się w kadrze?
Zgadza się. Nikt nie chciał, żeby miał wrażenie, że jest tutaj niepotrzebny. Jesteśmy jedną drużyną i nikt nie zamierzał robić mu problemów. Po co mielibyśmy grać w dziesięciu, nie podawać mu piłki czy go omijać? To mijałoby się z celem. Przecież wszyscy jedziemy na jednym wózku. Roger jest teraz z nami. Drużyna go zaakceptowała. Dobrze już mówi po polsku. 80 procent słów rozumie. Możemy z nim pożartować, pośmiać się z niego. Łapie wszystko w mig. Stał się już naszym kumplem.
Miał już chrzest?
Nie. Na to przyjdzie jeszcze czas.
W niedzielnym meczu z Danią zapewne trochę się będziecie oszczędzać?
Nie będzie chyba walki na całego. To ostatni sprawdzian przed Euro. Za tydzień czeka nas najważniejszy mecz z Niemcami. Nikt teraz nie będzie chciał złapać kontuzji.
Grupowi rywale w ostatnich sprawdzianach tylko zremisowali. Niemcy 2:2 z Białorusią, a Austria 1:1 z Nigerią.
Te mecze pokazują, że nie ma już słabych rywali. Z każdym teraz gra się ciężko. Nikogo nie można lekceważyć. Białorusini strzelili Niemcom dwie bramki u nich w domu. Czy to nas cieszy? My też po mękach zremisowaliśmy z Macedonią. I Niemcy mogą na nas tak samo patrzeć.
Przeciw Macedonii graliśmy jednak rezerwami.
Rezerwami? Przecież zawodnicy z tego meczu uzupełnią podstawową jedenastkę.
Pokażemy wreszcie reprezentacji Niemiec, gdzie raki zimują?
Spokojnie. Nie pompujmy balonu.
Parę tygodni temu urodziła się Panu córka. Tęskni Pan za nią?
Bardzo, za nią, za rodziną. Nie miałem za bardzo czasu się nią nacieszyć. Dwa tygodnie po jej urodzinach musiałem wyjechać i nie jest mi z tym łatwo.
Jak córka ma na imię?
Zuzia. Wybraliśmy to imię razem z żoną. I bardzo nam pasuje. Mała Zuzia, potem większa Zuza, a następnie Zuzanna. Po kolei, z wiekiem to imię będzie się zmieniało.
Kiedy zdobędzie Pan pierwszą bramkę dla Zuzi?
Oby w meczu z Niemcami. Choć wiadomo, że ja jestem od bronienia.
Ale niekiedy głową zdobywa Pan gole.
Czasami gdzieś się tę głowę włoży. Akurat w takim meczu z Niemcami byłoby naprawdę miło coś trafić. Ale powtórzę – ja nie jestem od strzelania goli. Moim zadaniem jest, by nie dopuścić nikogo do naszej bramki.
Syn Oskar wybiera się na mistrzostwa?
Nie. Jest jeszcze za młody. Wraca z mamą z Brukseli do Krakowa.
Komu więc przekaże Pan swoje bilety na mecze Polaków?
Kolegom. Wszystkie już rozdzieliłem. Dla wielu zabrakło.
Autor artykułu: Rozmawiał w Donaueschingen Jacek Kmiecik